niedziela, 18 września 2016

Rozdział drugi. Jakikolwiek ślad.

Rozdział drugi.

Jakikolwiek ślad.


Tytuł: Odwiedziny
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Ewa wróciła. Wyobrażasz sobie? Tak po prostu stanęła w naszych drzwiach i stwierdziła, że tutaj się zatrzyma, bo z rodzicami się nie dogada. Totalnie mnie zamurowało i tylko szok tłumaczy to, że ją wpuściłam. A ona zaległa na naszej kwiecistej kanapie.
Nie rozumiem tej dziewczyny.
Co to za siostra, która dzwoniła tylko wtedy, kiedy skończyły jej się pieniądze lub miała inny problem? Co to za siostra, która zapominała o urodzinach i nie składała życzeń na święta? Co to za siostra, która nie pojawiła się na pogrzebie własnego brata?
A ty tak bardzo kochałeś tą swoją zwariowaną Ewkę i wybaczałeś jej to wszystko.
Byłeś cholernie miłosiernym typem, wiesz?


Tytuł: Odwiedziny 2
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Ewa ciągle tkwi na kanapie i mnie wkurza. Bardzo często mnie wkurzała, ale głównie dlatego, że widziałam, jak bardzo Ci jej brakuje. I nie mogłam zrozumieć, dlaczego ona tego nie widzi. Teraz wkurza mnie, bo do wszystkiego się wtrąca i jest twoim totalnym przeciwieństwem, w złym tego słowa znaczeniu. Jest większą pedantką ode mnie. I cały czas marudzi, że nieposprzątane, niewywietrzone, że przez okna coraz mniej widać, podłoga się klei.
I sprząta, a mnie to denerwuje. Bo lubię nieład, jaki tutaj stworzyłam. Czuję się w nim bezpieczna.


Tytuł: Odwiedziny 3
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Rafał chciałby, żebyś się ogarnęła.
Masz dla kogo żyć, jest przecież jeszcze Zuzia.
Zrób coś ze sobą wreszcie!
Ogarnij się, wyglądasz jak potwór.
Mniej więcej takie uwagi słyszę od ponad tygodnia. Ewa zmówiła się chyba z twoją mamą i ciągle mnie bombarduje swoimi złotymi radami.
Tak jakby tylko ona wiedziała, co powinnam zrobić, a mi pozostało jedynie zastosować się do jej słów. Nic prostszego.
Ona opuściła Ciebie. Ty opuściłeś mnie.
Więc nie macie prawa się wtrącać w moje życie.


Tytuł: Oszalała.
Od: arkon@g3.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Aśka oszalała, zwariowała, straciła rozum. Nawet nie posprzątała twoich rzeczy, przecież to niedorzeczne. Ty już nie wrócisz, niezależnie czy w szafie będę twoje koszule, czy nie.
Nie wrócisz i chciałbym, żeby to do niej wreszcie dotarło. Musi ułożyć sobie życie na nowo, a ty musisz jej na to pozwolić.


Tytuł: Przepraszam
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Jestem na Ciebie wściekła, wiesz? Zostawiłeś mnie z tym wszystkim.
Zostawiłeś mnie samą i nie zapytałeś czy sobie poradzę.
Wszystko stało się nagle takie puste i pozbawione sensu, a ja błądzę i błądzę, i ciągle nie wiem dokąd iść.
Jak mogłeś odejść i na to pozwolić? Bo przecież to właśnie zrobiłeś. Pozwoliłeś bym się totalnie stoczyła.


Znowu tu jestem. Patrzę w przejrzystą wodę i usiłuję w niej coś dostrzec, ale nie umiem. Jest tak samo bezbarwna jak ja, choć przecież obija się w niej wszystko dookoła łącznie ze mną.
-Nigdy nie chciałem Cię opuszczać.
-Wiem. Ale dlaczego to zrobiłeś?
Siedzi tuż obok mnie, w ręce trzyma pojedynczą gałązkę akacji. Przez chwilę gładzi wszystkie listki, potem nagle, zupełnie niespodziewanie odrywa jeden. Liść lekko opada na ziemię i nie ma w nim już życia.
-Bo chciałem was uratować- mówi na wydechu i odrywa kolejny liść.
-Wolałabym, żeby Ci się nie udało.
Moje słowa denerwują go i ranią mnie. Skąd w nich taka siła?
-Nie mów tak.
-Wtedy byś żył.
-Ale to wy żyjecie. I tak jest dobrze, bardzo dobrze- zapewnia mnie, a ja zauważam, że na gałązce zostało coraz mniej listków.
-Nie daje sobie rady.
-Dajesz.
-Nie. Nic mi nie wychodzi.
Nawet nie zauważyłam, kiedy do moich oczy napłynęły łzy, teraz spływają strumieniami z policzków utrudniając mi myślenie. Gdyby tak z nimi mógł opuścić mnie ten ból…
-Kiedyś wyjdzie.
-Kiedy?
-Mam nadzieję, że już niedługo.
Odrywa ostatni liść i znowu wszystko pogrąża się w ciemności.


Tytuł: Wiem
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Dzieciaki nagadały coś Zuzi i gdy po nią przyszłam zamiast jak zwykle - rzucić mi się na powitanie, ona stanęła przede mną i z płaczem powiedziała, że nie chce, żeby tatuś był smutny. Okazało się, że razem z panią rozmawiali o życiu po śmierci (Po cholerę o tym rozmawiać w przedszkolu? Będę musiała złożyć jakąś skargę!) i pani powiedziała im, że w niebie wszyscy są bardzo szczęśliwi. A nasza maleńka przypomniała sobie wtedy twoje słowa, które ja też ciągle pamiętam:
„Bardzo za tobą tęskniłem mój mały motylku. I byłem bardzo smutny, bo tam nie było Ciebie i mamy. A tylko z wami jestem szczęśliwy”
Co jej miałam powiedzieć? Totalnie mnie zatkało i w końcu tylko mogłam ją do siebie przytulić i pocieszać. Ale chyba zrozumiałam w końcu jedną rzecz. Że Zuzia ma teraz tylko mnie. I nie ważne jak bardzo mnie boli, jak bardzo jestem bezradna i samotna, dla niej muszę dać radę. Jeszcze nie wiem jak, ale nie mogę opuścić mojego szkraba. Wiem, że uświadomienie sobie tak oczywistej rzeczy, zajęło mi ponad miesiąc, ale kiedy w końcu to zrobiłam, poczułam się inaczej. To nie tak, że jest lepiej. Że umiem panować nad łzami i nad smutkiem. Że wiem co robić. Nadal tego nie wiem. Wątpię, czy kiedykolwiek się dowiem. Ale dla niej muszę w końcu się ogarnąć.


Tytuł: Praca
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Praca, praca, praca. Znowu pracuję i nie wiem czy to dobrze, czy źle. Jak sądzisz?
Brakowało mi tej atmosfery, jaka zawsze panowała w biurze, ale gdy wróciłam ona znikła. Teraz jest inaczej, bo ludzie traktują mnie inaczej, a nie o to mi chodziło. Chciałabym, żeby chociaż w pracy było jak zawsze. A tymczasem wszyscy obchodzą się ze mną, jak ze złotym jajkiem i nie wiedzą, co ze mną zrobić. Ja sama nie wiem, co mam ze sobą zrobić, więc może nie powinnam się dziwić, że inni też mogą mieć ze mną problem.
Okazuje się, że jestem problemem i w domu i tutaj, w biurze, co dołuje mnie jeszcze bardziej. Chciałabym być dla kogokolwiek pożyteczna, ale chyba już nie umiem.
Z Robertem ciągle udaje mi się jakoś dogadać, a on przemyka oko, że czasami (tak około pięciu razy w ciągu godziny) wychodzę do łazienki, żeby popłakać, albo, że wpatruję się w plany i totalnie nie wiem jak się do nich zabrać. Ale doceniam to, że nie próbuje mi pomagać. Wie, że muszę się z tym uporać sama. Ja też to wiem, tylko nie wiem jak to zrobić. I nie wiem kiedy mi się to uda.


Tytuł: Gotowanie
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Muszę sama gotować, wyobrażasz to sobie? Nie sądziłam, że akurat to będzie najtrudniejsze, ale tak właśnie jest. Nienawidzę stania przy kuchence, ciągle coś przypalam, więc koniec końców i tak musimy z Zuzką zamówić coś na wynos, albo ugotować makaron, który polewamy sosem ze słoika. To było dla mnie takie wygodne, gdy ty stałeś przy garnkach! Wiem, że jestem okropna, ale doskonale zdawałeś sobie sprawę z mojego braku najmniejszych umiejętności kulinarnych jeszcze przed ślubem. Więc naprawdę nie rozumiem, dlaczego tak często narzekałeś, skoro sam wcześniej się na to zdecydowałeś. Jeśli chciałeś mieć codziennie pyszne, ciepłe obiadki trzeba było przede mną nie klękać!
Jestem beznadziejna, Rafał, nie tylko w gotowaniu, choć oczywiście, jeśli o gotowanie chodzi to już dawno przekroczyłam skale nieporadności w tej dziedzinie, jaką kiedykolwiek wymyślono.
Jestem beznadziejna w życiu bez Ciebie.


Tytuł: Pogodzeni
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Wydaje mi się, jakby wszyscy pogodzili się z tym, że Cię nie ma. Ci, którzy przyjechali na pogrzeb z daleka i zabawili trochę dłużej już się rozjechali, a cała reszta wróciła do pracy. I tylko ja ciągle siedzę w domu i czekam na Ciebie, choć wiem, że nie wrócisz. Ale jak mogłabym nie czekać? Jak mogłabym żyć dalej? To niemożliwe, więc nawet nie próbuję.
Poczekam tak długo, jak będzie trzeba. Tak długo, aż wreszcie wrócisz.


Tytuł: Poprawa??
Od: arkon@g3.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Chyba jest inaczej. Nie lepiej, tylko inaczej. Przynajmniej zamiast zamawiać pizzę zaczęła gotować. I choć efekty są mizerne, to chyba w końcu stwierdziła, że nie może dłużej trwać w takim stanie jak do tej pory. Zobaczymy czy jej to wyjdzie. Wiesz, że twoja siostra wróciła? Chyba Aśka Ci o tym powiedziała, bo ta notorycznie działa jej na nerwy, powtarzając, że nieustannie krąży po mieszkaniu jak jakieś zombie. Nie wiem, co ją wkurza w tej dziewczynie, zwłaszcza, że naprawdę wygląda jak zombie. Ja tam ją lubię i jak wpadam do Aśki to sobie rozmawiamy i śmiejemy się, co Aśkę oczywiście od razu denerwuje. Pamiętasz jak oboje upiliśmy się na waszym weselu i potem, choć byłem już przecież pełnoletni dostałem szlaban od ojca? Ale co to było za wesele! Muzyka, żarcie i twoje piękne kuzynki! Cholera chyba za dużo wypiłem, bo zaczynam się niebezpiecznie rozklejać. Więc uciekam.


Tytuł: Praca2
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Pracuję.
Naprawdę staram się pracować.
Staram się żyć. Ale nie zawsze mi się udaje.
A każda kolejna porażka pogrąża mnie jeszcze bardziej.
Nie nadaję się do życia bez Ciebie.


Cały świat skąpany jest w deszczu, który zatapia moje serce tak samo jak łzy. Siedzimy razem na wilgotnej ławce przemoczeni od stóp do głów, ale to nie ma znaczenia.
-Mylisz się.
-W czym?- pytam patrząc na niego. Ale on jedynie wpatruje się w rozmazany krajobraz.
-Myślisz, że nie dasz rady. Ale to nieprawda.
Kręcę głową, bo się z nim nie zgadzam. Czy naprawdę nie widzi jak bardzo jest ze mną źle?
-Jesteś ślepy? Potrafię tylko płakać.
-Teraz tak myślisz- mówi- Ale to się zmieni.
-Kiedy?- pytam, choć nie wierzę w jego słowa.
-Kiedyś. Z każdym dniem jesteś coraz bliżej.
Patrzę na niego i jedyne co chcę, to pochwycić jego wzrok, by zobaczyć, czy naprawdę tak myśli. Ale on uparcie wpatruje się w deszcz, jakby poza nim mógł cokolwiek zobaczyć. Ja widzę tylko strumienie zalewające ziemię, wśród których tonę.
-To ty się mylisz.
Nic nie mówi, ale przez jego twarz przemyka cień drwiącego uśmiechu.


Tytuł: Praca3
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Pracuję, pracuję, pracuję.
I odkryłam, że praca na chwilę pozwala nie myśleć o tobie.
Więc pogrążam się w pracy. Robię wszystko, byle tylko być jak najkrócej w domu. By nie być sama w mieszkaniu ciągle pełnym Ciebie, choć tak długo już Cię nie ma.
Byłbyś z Zuzki zadowolony, dostała dzisiaj słoneczko i gwiazdkę za jakiś rysunek. I tak bardzo się cieszyła. Zadzwoniła do Arka, do dziadków, a nawet do Ewy i wszystkim się pochwaliła.
Tylko, że ja jakoś nie potrafiłam się z nią cieszyć. Nie umiałam.
Ty byś potrafił, prawda?


Tytuł: Cholernych Wszystkich Świętych!
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Nienawidzę tego święta. Teraz już to wiem.
I nie masz pojęcia ile siły wymagało ode mnie zapalenie tego cholernego znicza na twoim grobie.
To było trudne Rafał.
Udawanie, że przebolałam twoją śmierć i już mi lepiej. Ale nie mogłam nie udawać. Nie mogłam rozpłakać się na środku tego piekielnego cmentarza.
Nie chcę już dłużej topić smutków w winie, choć to jest takie proste, takie łatwe.
Nalać i wypić. Żadnej filozofii, żadnych rozmyślań, żadnego rozpaczania. Tylko butelka, kieliszek i ja.


Tytuł: Cześć.
Od: ewwka12@lika.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Cześć brat. Tutaj twoja ukochana siostra Ewcia. Tak, tak, żartuję, wiem, że czasem miałeś mnie dość. Pewnie twoja żona wyjawiła ci, że u was zalegam i narzekała na mnie. Tak, wiem, że do Ciebie pisze, co jest dziwne (jeszcze dziwniejsze jest to, że ja właśnie robię to samo). Ale moja wiadomość to jednorazowy wybryk. Po prostu muszę Ci się poskarżyć, tak jak to robiłam do tej pory. Tym razem pogryzłam się z tatą. Wiem, że chyba tak naprawdę nie wiedziałeś, dlaczego zaszyłam się aż tak daleko od domu, ale chyba teraz mogę Ci to powiedzieć. Bo nawet, jeśli mnie potępisz, to nie będziesz mógł wyjawić swojego sprzeciwu i mnie opieprzyć, a to bardzo mi pasuje.
Chyba zawsze byłam uczulona na wszelką krytykę. Zwłaszcza szczerą i taką, która była prawdziwa.
Ale nie o tym chciałam powiedzieć,  po prostu muszę wyrzucić teraz z siebie coś, co zbyt długo było tajemnicą, choć tak naprawdę nigdy nie powinno nią być.
Byłam w ciąży. Z Tomkiem, chłopakiem w którym byłam zakochana na zabój, który przysyłał mi liściki, gdy jeszcze chodziliśmy do szkoły, który mnie zdradził, oszukał i zostawił. I gdy wyjechałam, by uciec od niego, okazało się, że nie uciekam sama.
Ale niestety dowiedziałam się o tym za późno. Gdybym tylko wiedziała wcześniej, może to cokolwiek by zmieniło, bo opłakując moje rozdarte serce nie oszczędzałam na alkoholu.
I nie wiem czy dlatego poroniłam. Może to nie przez alkohol, którym leczyłam rany, a może to jednak przez niego. I zanim zdążyłam przyzwyczaić się do myśli, że będę mamą, że będzie istnieć ktoś, kto pokocha mnie zupełnie bezwarunkowo i kogo ja też pokocham najbardziej na świecie, straciłam tą istotkę. I do tej pory za nią tęsknię.
Dlatego nie mogłam tu wrócić po tym cholernym stażu, nie mogłam spojrzeć mu w oczy, nie mogłam żyć wśród tych ludzi, bo to wszystko dookoła przypominałoby mi, to co zrobiłam. To czego już nie mam.
Dlatego uciekłam i nie wróciłam. Dlatego mnie nie było.
I już nawet nie wiem czy tego żałuję.
Wiedz tylko, że nigdy nie chciałam być tak daleko od Ciebie. Nigdy nie chciałam Cię stracić braciszku, ale tak się stało. Straciłam was obu, ciebie i maleństwo, i jeśli jest gdzieś tam obok Ciebie, przeproś go za to co mu zrobiłam.
Nie ma dnia, w którym bym tego nie żałowała.


Tytuł: Kolega Zuzi.
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Zuzka ma nowego kolegę, wiesz? Nazywa się Adaś i od kilku dni bawią się razem na przerwie. I tak cudownie razem wyglądają. Wczoraj nawet Adaś odprowadzał malutką do szatni. A ja, tak patrząc na nich, zdałam sobie sprawę, że Zuzia już nie jest taka maleńka. To dziwne, przecież jeszcze niedawno uczyła się chodzić, a ja latałam wokół niej i starałam się jednocześnie asekurować ją i zasłaniać ostre kanty mebli. A ile razy przy tym wywaliłam się, potknęłam i uderzyłam kostką o jej zabawki? Nie sposób tego policzyć. A teraz nasza mała dziewczynka ma kolegę. To dowód na to, że jej życie nie stoi w miejscu, podczas gdy moje własne chyba właśnie się zatrzymało. Niby wszystko jest okej. Niby robię wszystko jak trzeba. Ale Ciebie w tym nie ma, a to puste miejsce, które zostawiłeś ciągle jest nie do zniesienia.


Tytuł: cium.
Od: zuzusia@motylek.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

cesic tatusiu mamusia powiedziała, zie jeśli umie pisiać to mogeł pisiać do ciebie i zlobiła mi pocteł widzis nazwe? zuzusia tak na mnie muwiłes i jesce motylek mogłam wyblać albo motylek albo kwiatusek co lepse? mi siem podoba motylek mamusia muwi zie jak bendzie mi smutno i jak bende chciała Ci cioś muwić to moge tu pisiać i zie ty to psecytasz dzisiaj mamusia zlobiła naleśniki i moge  posmalować je cekoladoł i były pysne dzisiaj oglołdałyśmy bajkeł o klulewnie i mamusia zlobiła popkoln ucyliśmy sie w skole litelki a i ja muwiłam pani zie joł umieł i pani mie pohwaliła i mamusia tez telaz muse malować oblazek taki z kotkiem i pieskiem i jesce z dzewkami pisiać jesce jutlo? mamusia muwi zie mogeł pisiać kiedy hce to napise dobze? doblanoc tatusiu cium cium.


Tytuł: do dupy
Od: arkon@g3.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Hej stary.
Cholera, siedzę i piszę do trupa. Jestem porąbany. Sorki, że tak Cię nazywam, ale chyba już i tak nie dasz rady się na mnie za to obrazić. Aśka chyba zbiera się do kupy. Jest to trudne, w końcu rozsypała się na jakiś miliard kawałków i teraz to posklejać nie jest łatwo, ale chyba już nie stoi biernie nad nimi. Nie rozpacza. A przynajmniej nie płacze tak długo jak wcześniej. To dobrze. A co u mnie? No cóż, znowu pogryzłem się z Magdą. Poważnie, baby są jakieś inne. Tym razem miała pretensje, że zapomniałem o naszej rocznicy. A ja o niej pamiętałem. Poważnie od pół roku od czasu do czasu myślałem, co mógłbym zrobić, żeby choć przez chwilę pomyślała, że nie jestem takim draniem, na jakiego wyglądam. Ale po wypadku, miałem mnóstwo innych spraw do załatwienia. I ten dzień totalnie wyleciał mi z głowy, zwłaszcza, że akurat musiałem odebrać małą z przedszkola, bo Aśka musiała zostać dłużej, by zatwierdzić jakiś projekt.
Nie wiem już jak rozmawiać z Magdą i nie wiem czy chcę to ciągnąć, choć przecież moje uczucia do niej wcale się nie zmieniły. Cholera, co ja bredzę? Muszę się napić. To co, idziesz ze mną? Ja stawiam.


Tytuł: Brak tytułu.
Od: alicja.gredowska@cb.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Kochanie.
Nawet nie wiem jak mam to zacząć. Tak bardzo za tobą tęsknię! To nie wyobrażalne, jak bardzo można tęsknić, zwłaszcza, że przecież od sześciu lat nie mieszkasz już z nami, a i wcześniej, kiedy studiowałeś bywałeś w domu jedynie w weekendy i na wakacjach. Ale byłeś moim synem i tak bardzo Cię kochałam. Ciągle Cię kocham i zawsze będę. Nigdy nie sądziłam, że to ja dłużej będę żyła. Nie powinno tak być. Rodzice nie powinni być zmuszani do pochowania swoich dzieci. Powinno być odwrotnie, wiesz? To ty powinieneś mnie przeżyć. A tymczasem zostałam z twoim tatą rodzeństwem, podczas gdy ty odszedłeś. I wszystkim jest teraz ciężko. Nawet tacie, choć wiesz jaki jest, ukrywa swój smutek przed wszystkimi. Nawet przede mną. Pamiętasz jak bałeś się przyprowadzić do nas Asię? Obawiałeś się reakcji ojca, że ją przestraszy i ona ucieknie przez to od Ciebie. Tymczasem stało się inaczej, a tata nie tylko ją tolerował, ale wręcz szczerze lubił. Zawsze powtarzał, że jest jego ulubioną synową, nawet, jeśli ma ją tylko jedną. Teraz Asia nas nie odwiedza. Wiem, od Basi, że jest jej bardzo ciężko. Wiem co czuje i chciałabym jakoś jej pomóc, ale nie wiem jak. Nie chcę, żeby po tym wszystkim Asia się od nas odsunęła. Przecież mimo wszystko zawsze będzie naszą ulubioną synową. Zuzia była u nas kilka razy, kiedy Basia ją przyprowadziła. Maleńka ciągle jest tak bardzo do was podobna. I taka kochana. I mądra. Naprawdę mam najcudniejszą wnuczkę pod słońcem. Tak samo jak syna. Byłeś najlepszym synem pod słońcem i żałuję, że nie mówiłam Ci tego częściej. Teraz pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że o tym wiedziałeś.


Tytuł: kwiatusek :D
Od: zuzusia@motylek.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

mam sustkeł :Dpisiam kleski i klopki i selduska i gwiazdki i pani dała mi sustke :D i mama sie ciesyła :Dja tez :D a wujek alek kupil mi liziaka i bylam w zo z nim i widziec zylafa i tygrys wies? i jedliśmy wate z cuklu:D i byla pysna. ja telaz spie w duzym luzku twoim i mamusi i spie z mamusiom bo ona boi sie spac siama a jak ja jestem to sie lazem psytulamy i mamy duzo miejscia :Dwcolaj byłam u babci ali i lazem z dziadziem lobiliśmy wieze z klocuw baldzo duza byla do hmul :D i jesce ciocia ewcia nam pomagała ale dziadzio nie chciał nie wiem cemu moze ciocia nie pospzołtała pokoju ja pospzołtałam zabawki i mamusia powiedziała ze jestem gzecna i dała mi ciuma ja jej tez :Dcium cium cium :Dmamusia pokazała mi buzie :D i sioł takie z okulalami i z jełzykiem i sie smiejoł :D wysle Ci wszystkie dobze :D :D ;) :P B-) :* podobajom Ci sieł :D mi sie podoba tia z okulalami i cio sie smieje :D ide sie telaz kołpac mamusia kupila mi nowoł pianeł jak tluskawki celwonoł :D bendzie supel
cium cium cium :D


Tytuł: Logopeda
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Zuzka dostała nakaz pójścia do logopedy od przedszkolanki. A raczej ja dostałam takie specjalne zawiadomienie. Wiem, że mała sepleni, ale czyż to nie jest urocze? Te jej słówka: lowelek, tlaktol i flotka są przecież urocze.
Ale chyba tylko ja tak sądzę.
Nie mam wyjścia muszę ją zapisać do tego logopedy. Strasznie dużo spraw teraz na mnie spadło, wiesz? Skończył się przegląd samochodu, muszę uregulować wszystkie rachunki, zarobić większe zakupy, bo ostatnio stłukłam sześć szklanek.
Ale to przez nieuwagę, naprawdę. Jeśli tak będzie dalej, to w końcu nie będę miała do czego nalać małej herbaty.
Ale wiesz co jest najgorsze? Wiesz co jest dla mnie najtrudniejsze? Że muszę to wszystko robić sama. Że już nie mogę na Ciebie liczyć.
Wiesz, że minęły już prawie trzy miesiące? Dokładnie 82 dni. 1968 godzin. 119160 minut. Szmat czasu. A boli tak samo.


Tytuł: Nierealne
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Brak Ciebie jest ciągle nierealny wiesz? Nieustannie łapię się na tym, że chcę Cię o coś zapytać, poprosić. Zapomniałam, że ty nie zajmujesz się już wynoszeniem śmieci, które stoją pod zlewem tak długo, aż nie zaczną śmierdzieć w całym mieszkaniu. Zapomniałam, że ty już nie płacisz rachunków, teraz to ja muszę się tym zająć. I oczywiście o tym zapominam. Wczoraj przyszło zawiadomienie o zwlekaniu ze spłatą raty. Zapomniałam, że teraz to ja muszę pamiętać o zmianie opon. Cholera Rafał, przecież ja się nawet na tym nie znam. Nie mam pojęcia, do jakiego warsztatu mam jechać, a przecież zima coraz bliżej. Zapomniałam, że teraz na mojej głowie są piątkowe zakupy. Często w sobotę rano zastaję jedynie pustą lodówkę. Zapomniałam, że to ja muszę pamiętać o tym, żeby kupić żarówki do kuchni. Wczoraj zgasła ostatnia i kolację zjadłyśmy z Zuzką przy świecach. Ale spokojnie, kupiłam dzisiaj spory zapas. Zapomniałam zapłacić za ubezpieczenie na czas. Przepadła nam zniżka za polisę. Zapomniałam, że nie mogę zwrócić się o pomoc do Ciebie. To by tyle spraw ułatwiło. Nie musiałabym się tak sama miotać. Zapomniałam, że życie ciągle się toczy.
Pamiętam tylko o tym, że Cię nie ma.


Otwieram oczy i już go nie czuję, a przecież z nim zasypiałam. Słyszę jak wiatr wali deszczem w okna i gwiżdże w nagich koronach drzew. Wstaję, otulam się kocem i idę w kierunku światła, które dobiega z kuchni.
Siedzi przy stole i obiera jabłko.
-Myślałam, że znowu zniknąłeś.
Kręci głową z uśmiechem i podsuwa plasterek w moją stronę. Siadam naprzeciw, patrzę mu w oczy, a nasze dłonie spotykają się w połowie stołu. Moja wiecznie zimna i jego, ciepła, jakby zawsze otulał nią gorący kubek.
-Nigdy nie zniknąłem. Po prostu mnie nie ma.


Tytuł: Gorszy dzień.
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Dzisiaj sobota. A co ja zrobiłam? Wysłałam Zuzkę do twoich rodziców.
Wiem doskonale, co byś mi powiedział.
Że nie mogę pozbywać się małej, tylko dlatego, że chcę sobie popłakać.
Wiem o tym. Ale czasem potrzebuję chwili dla siebie. Chwili by popłakać, by zebrać siły na kolejne dni.
Wiem jak to wygląda w oczach innych, w twoich oczach.
Ale ja kocham moją Zuzkę. Moją małą kruszynkę. Mam tylko ją teraz, prawda? I naprawdę się staram dla niej.


Tytuł: Trzy miesiące.
Od: alicja.gredowska@cb.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Minęły już trzy miesiące odkąd musimy żyć bez Ciebie. Asia cały czas próbuje przekonać wszystkich, że daje radę i może udaje jej się to z jej rodziną, ale ja wiem, że wcale tak nie jest. To, że codziennie wstaje, wcale nie znaczy, że daje radę. Ja też się budzę, a mój dzień wcale się nie zmienił po twojej śmierci. Ciągle jest taki sam. Lecz teraz jest przerażająco pusty i nie wiem jak tą pustkę wypełnić. Nikt nie wie. Asia również. Może i próbuje, stara się, ale nie uda jest się to tak z dnia na dzień. Nikomu się to nie udaje.

Ciągle mi Ciebie brakuje syneczku. Nieustannie mam przed oczami chwile, w których się śmiałeś, te szczęśliwe wspomnienia nieustannie mkną przez moją głowę i bolą, wiesz? To jest w tym wszystkim kochanie najgorsze, że to, co powinno cieszyć, tak bardzo mnie rani. I wiem, że Asia czuje się tak samo. Bardzo rzadko u nas bywa, czasami tylko przywozi Zuzię, więc prawie nie rozmawiamy, ale widzę ten smutek w jej oczach i wiem, że jedynie próbuje wszystkich oszukać. A tak naprawdę wcale sobie nie radzi. Jeśli jesteś gdzieś tam w niebie i widzisz ją, to proszę Cię pomóż jej przez to przejść. Mi już wiele życia nie zostało, będzie ono raczej krótsze, niż to, które ją czeka. Ja mogę spróbować żyć z tą niegojącą się raną, ale ona? Jest przecież jeszcze taka młoda. Mogłaby być szczęśliwa. Gdyby tylko chciała. Proszę, pozwól jej chcieć. 

poniedziałek, 11 lipca 2016

Rozdział pierwszy. Kruche jak szkło.



Tytuł: Brak tytułu
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Lekarze mówią głupoty. Tak zawsze mawiał mój tata, zwłaszcza, gdy kazali przykuć mu się do łóżka, albo zażywać jakieś antybiotyki. Właściwie to nie wiem, dlaczego gdy tylko łapała go jakaś grypa chodził do przychodni, skoro i tak zaraz po wyjściu z budynku wyrzucał wszystkie recepty. Zamiast lekarstw kupował kilo cytryny, kilka ząbków czosnku i mleko, a aromat jego leczniczej mikstury unosił się w całym domu. Co mamę oczywiście doprowadzało do szału. Miarka się przebrała, kiedy zaraz po przyjeździe ze szpitala ściągnął gips z nogi, przez co nabawił się przebicia torebki w kostce czy czegoś podobnego. Mówiłam Ci kiedyś o tym. Od tamtej pory zawsze jeździła z nim i wykupywała wszystkie leki. Czy je potem zażywał, to już inna sprawa.
Lekarze mówią głupoty.
Nawet nie wiedziałam, że to zdanie w jakiś sposób utkwiło w mojej głowie, ale pojawiło się w chwili, gdy przysadzisty pan podszedł do mnie i powiedział, że nie żyjesz.
Nie byłam w najlepszym stanie, kilkadziesiąt minut wcześniej przywiozła mnie karetka i zaraz po tym jak dowiedziałam się, że z Zuzią wszystko w porządku dali mi coś przeciwbólowego i zaczęli opatrywać rany.
Więc leżałam i czekałam na Ciebie, licząc w głowie upływające minuty, które dłużyły mi się, jakbym siedziała przed salą, w której siedzi komisja maturalna.
Lekarze mówią głupoty.
Nie słuchałam słów tego, który stał obok mnie i wymieniał jak poważne były twoje obrażenia, tłumaczył, że nie mogli nic zrobić i że zmarłeś w karetce.
Jak mantrę, jak tajemnicze zaklęcie powtarzałam słowa taty. I tak bardzo chciałam, by się były prawdziwe. By ten na biało ubrany ktoś, kto właśnie zabijał mnie swoimi słowami się mylił.


Tytuł: Brak tytułu
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Ale on się nie mylił Rafał. Niestety się nie mylił, bo gdyby tak było już byś tu był. A nie ma cię. I nie mam zielonego pojęcia gdzie jesteś.


Tytuł: Brak tytułu
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Wczoraj wróciłam do mieszkania. Zbyt pustego. Zbyt pełnego Ciebie. I nie mogę pozbyć się wrażenia, że zaraz wyjdziesz z łazienki, że zrobisz mi herbatę, że weźmiesz Zuzię na ręce i zapytasz co dzisiaj porabiała. Jak mógłbyś tego nie zrobić? Jak mógłbyś nas opuścić?
Przecież wiesz, jak bardzo jesteś nam potrzebny. Nie damy rady bez Ciebie. Ja nie dam sobie rady.
Proszę, wyjdź z tej łazienki i powiedz, że to jeden wielki żart.


Tytuł: Brak tytułu
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Nie rozumiem, dlaczego odszedłeś. Przecież mieliśmy plany, mieliśmy zrobić duże zakupy i wybrać się z Zuzką do Dinozelandii. Mówiłeś, że w poniedziałek zajrzysz do pralki, bo coś znowu w niej stuka, a Agacie obiecałeś, że zawieziesz Zosię we wtorek na balet, bo ona musi dłużej zostać w pracy. Kto teraz ma to zrobić?
Nie możesz tak po prostu odejść, zostawić mnie, pozbawić tlenu. Cholera, Rafał, nie możesz umrzeć. Proszę, wróć do mnie.


Czy to możliwe, że czuję się jakby ktoś rozrywał mnie, przecinał nożem, jakby moje cierpienie zmaterializowało się tuż obok mnie i zasłoniło całe światło?
Zamykam oczy i staram się zasnąć, ale oczy zbyt mocno pieką mnie od wylanych łez by mógł zmorzyć mnie sen.
Podkulam nogi pod brodę i zakrywam się szczelniej kołdrą.
-To tak bardzo boli, tak bardzo…
-Wiem kochanie- jego cichy szept otula mnie jak najszlachetniejszy jedwab i prawie czuję ciepło jego oddechu i rozgrzanego ciała- Wiem, ale przestanie.
Dotyka mnie jakby przez zasłonę, choć przecież leży tuż za mną i jak zwykle broni mnie przed koszmarami.
-Przestanie?
-Tak, obiecuję ci, że przestanie- zapewnia, a ja nie mam siły by powiedzieć, że w to nie wierzę. Wolę łudzić się, że wciąż tu jest i że gdy otworzę oczy też tutaj będzie.


Tytuł: Pogrzeb
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Wiesz, że nie znoszę pogrzebów. Zawsze twierdziłeś, że to kolejne z moich dziwactw, których nie mogłeś zrozumieć, bo przecież uwielbiam chodzić po cmentarzach, zwłaszcza tych starych i klimatycznych. Ale nie lubię pogrzebów, bo patrzenie na czyjś ból boli mnie. Kiedy ludzie płaczą, drżą ze smutku i nie są w stanie rzucić tej grudki ziemi na trumnę, zaczynam się zastanawiać, co bym zrobiła na ich miejscu, jak wielki musi to być ból, jak bardzo musi ich rozsadzać, skoro nie kontrolują swoich łez. I właśnie to mnie przeraża, bo nie potrafię sobie tego wyobrazić. A przynajmniej nie potrafiłam, aż do teraz.
Stojąc na cmentarzu, wśród tych wszystkich ludzi, którzy na mnie patrzyli, wśród kwiatów, jakie leżały na trumnie, wśród ziemi, którą rozkopali by zrobić dla Ciebie miejsce, umierałam. Umierałam razem z tobą, tonęłam we łzach, które nie chciały przynieść mi ulgi. I nie mogłam na to wszystko patrzeć. Po prostu nie mogłam.
Bardzo Cię za to przepraszam kochanie, ale nie byłam w stanie powiedzieć Ci „Do widzenia”.
Po prostu nie dałam rady.


Tytuł: Gdzie jesteś?
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Zuzia pyta gdzie jesteś. Ciągle chodzi za mną i czeka na odpowiedź, ale ja nawet nie wiem co mam jej powiedzieć. Nie umiem wyznać jej prawdy, nie potrafię się do niej przyznać nawet przed sobą.
Nie wiem gdzie jesteś. Nie wiem gdzie zniknąłeś. I nie wiem gdzie mam Cię szukać.


Tytuł: Brak tytułu
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Wszędzie jest bałagan. Twoje ubrania ciągle leżą koło łóżka, tam gdzie rzuciłeś je zanim wyszliśmy. Czekają na Ciebie. Powiedziałeś, że posprzątasz jak wrócisz.
Ale nie wróciłeś.
W koszu na brudy leży ta koszula, którą Zuzka poplamiła Ci ketchupem i spodnie, na które wylałeś sok wiśniowy, w łazience na półce stoi twoja woda toaletowa bez zakrętki, bo gdzieś Ci się zawieruszyła, a pod prysznicem ciągle tkwi twój szampon z oderwanym wieczkiem. W lodówce leżą piwa, które zostawiłeś sobie na wieczór z Grześkiem, a w szafce są żurawinowe ciastka. Nigdy nie mogłam zrozumieć jak można je jeść, ale ty się nimi objadałeś, pamiętasz? Zawsze robiłeś sobie zapasy w tym osiedlowym sklepiku. A ja zastanawiałam się czy chodzisz tam po ciastka, czy po to, by pogadać ze sklepikarzem o rybach, wędkach i przynętach. Kolejne twoje hobby, którego nie rozumiałam.
Wędki ciągle stoją gdzieś w garażu. Co mam z nimi zrobić? Co mam z sobą zrobić?


Tytuł: Brak tytułu
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Właśnie zdałam sobie sprawę, że kiedy żyłeś nigdy nie pisałam do Ciebie tak długich listów.
To smutne, że robię to dopiero teraz. I cholernie boli mnie świadomość, że o tylu rzeczach nie wiedziałeś. I już nie dowiesz się jak bardzo Cię kocham.


Tytuł: Brak tytułu
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Twoja nieobecność ciągle jest dla mnie nieprawdziwa. Czuję się tak jakbym znalazła się w samym środku koszmaru, takiego, w którym wyrywają mi serce i moją jedyną ostoją była świadomość, że zaraz się obudzę. Kiedy otworzę oczy, ty tam będziesz prawda? Uśmiechniesz się, przytulisz i powiesz, że już nigdy mnie nie zostawisz. Nigdy więcej.


Tytuł: Brak tytułu
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Cholerne wspomnienia. Wszystkie wspólne chwile, wspólne uśmiechy, łzy i marzenia, wszystko to mnie rani, bo dotyczą również Ciebie.
Mieliśmy pojechać na weekend do Paryża, zostawić małą u moich rodziców i spędzić trzy dni tylko razem w mieście miłości. Pamiętasz? Bilety to twój prezent. Kolejna rocznica twoich porażający oświadczyn. Wrzesień, nasz miesiąc. Tak jak kwiecień i czerwiec, nasze dni, nasze rocznice.
Zniknąłeś i są już tylko moje, a ja nie umiem o nich zapomnieć, a ciągłe ich wspominanie mnie boli.
Cały czas się na tym łapię, że moje myśli zupełnie niespodziewanie biegną w twoim kierunku, choć staram się ze wszystkich sił gnać je w całkiem inną stronę, z dala od Ciebie. Bo to daje iluzję mniejszego bólu. Tylko iluzję, bo tak naprawdę ból który czuję i który mnie zabija jest ciągle taki sam. A może nawet większy. Z dnia na dzień wszystko zabija mnie jeszcze bardziej, jeszcze mocniej, jakby dzień wcześniej zadało mi zbyt słaby cios.


Tytuł: Brak tytułu
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Kiedy byłam mała tata zrobił nam huśtawkę. Bardzo prosta konstrukcja, do starej opony przywiązał gruby sznur, którym potem opasał grubą gałąź starego orzecha. Gdyby ta opona wisiała na jakimkolwiek innym drzewnie, nie było by w niej nic specjalnego, ale wisiała właśnie na tym wysokim – do nieba, jak mi się wówczas wydawało - orzechu, który stał na krawędzi dość głębokiego rowu, po którego dnie płynął strumień wody nazywany przez miejscowych potokiem. Cała zabawa polegała na tym, by chwycić oponę, rozpędzić się, przelecieć nad wodą i wylądować na sąsiednim brzegu. Nie była to znaczna odległość, więc nie było to trudne wyzwanie, ale pamiętam, że raz mi się nie udało.
Nie wiem dlaczego, może opona była wilgotna, może to moje ręce były spocone i nie były w stanie dobrze chwycić się rozgrzanej gumy, może za szybko się odbiłam się od ziemi, albo zrobiłam za mały rozbieg. W pewnym momencie, gdy już moje nogi były w powietrzu opona wymknęła mi się z rąk i spadłam do strumienia.
I właśnie tak się teraz czuję jak w tych krótkich chwilach, tuż przed runięciem na ostre kamienie, do zimnej, brudnej wody.
Bezbronna, przestraszona, ze zduszonym krzykiem na ustach.


-Co to za miejsce?- pytam i nieprzerwanie wszystkiemu się przyglądam. Jest woda, w której odbijają się szklące promienie słońca i wiatr, który owiewa moją szyję, i akacje, które kwitną, choć przecież nie powinny.
-A jak myślisz?- pyta i przygląda mi się z uśmiechem.
Ocieram z twarzy ostatnie łzy i dostrzegam ulotność tego miejsca. Nie czuję wiatru, słońce mnie nie ogrzewa, a woda jest jedynie taflą lustra, które odbija to co widzi, a nie to co istnieje. Dlatego jest tam jego odbicie. I moje.
-To sen?
Podchodzi bliżej, zmniejsza dystans i w końcu przyciąga mnie do siebie. W jego objęciach czuję się wreszcie dobrze, bezpiecznie, a moje rozdarte serce choć na chwile znowu jest całością, która nie krwawi.
Po chwili odsuwa się ode mnie na długość swoich ramion i patrzy mi w oczy, a ja zatapiam się w tej trosce, którą w nich widzę. Tak bardzo chciałabym naprawdę ją zobaczyć.
-Może.
-Nie wiesz dlaczego tu jestem?
Kręci głową i ciągle się uśmiecha.
-Nie. Ale ty wiesz.
Potakuję, bo do mnie też to dociera. Jestem tutaj, bo tak bardzo pragnę być obok niego, z nim. Może tylko tutaj jest to możliwe?
-Mogę tu zostać?
-Jeśli chcesz.
Ja też się uśmiecham. I przytulam do niego chcąc z głębi serca go poczuć.
-Chcę.


Tytuł: Och stary.
Od: arkon@g3.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Totalnie postradałem rozum. Naśladowanie Aśki nigdy nie przynosiło mi nic dobrego. Nie ma innego wytłumaczenia na to, co robię. Pisanie do zmarłego męża siostry nie jest normalne, prawda? Ale mam zamiar po prostu Cię ochrzanić! Nie za to, że umarłeś, nie za to, że to właśnie wy mieliście ten cholerny wypadek, bo przecież tego nie mogłeś przewidzieć. Nie mogłeś też temu zapobiec. Ale jestem wkurzony na Ciebie za to, że je zostawiłeś. Aśkę i Zuzkę. Nie wziąłeś pod uwagę, że mogą sobie nie poradzić z tym wszystkim. A Aśka sobie nie radzi. Płacze i płacze i raczej szybko nie przestanie.
Cholera jasna, straszne jest to patrzenie na jej łzy. Ona nie potrafi żyć bez Ciebie i to powinieneś przewidzieć. Że nie da rady. Że się rozleci.
Ona rozleciała się na kawałki, a ja nie mam pojęcia jak ją teraz poskładać. Nie wiem czy to w ogóle możliwe.
Kurwa mać, naprawdę namieszałeś.


Tytuł: Brak
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Nie ma Cię. Minęło dziewięć dni, a ty nie wróciłeś. A ja nadal czekam na wyjaśnienie. Zawsze mówiłeś gdzie wychodzisz, żebym się nie martwiła, nawet jak siedziałeś ze znajomymi w barze pijany, dzwoniłeś i bełkotałeś, że zostaniesz podholowany nad ranem.
Wtedy wiedziałam gdzie jesteś, choć byłam wściekła, że znowu będziesz skacowany jęczał, że głowa Ci pęka.
Teraz wiem gdzie cie nie ma.
Nie ma Cię przy mnie, w nocy, w zimnej pościeli, by ogrzać mi stopy, nie ma Cię rano w kuchni, nie robisz śniadania, nie ma Cię przy Zuzi, gdy podczas obiadu próbuję ją namówić do przełknięcia fasolki, nie ma Cię na zakupach, gdy muszę jednocześnie sprawdzać, co kupić i pilnować, by mała nie zniknęła mi z oczu, nie ma Cię wieczorem, by przeczytać jej bajkę, nie ma Cię obok nas, kiedy oglądamy telewizję, nie ma Cię, gdy muszę sobie radzić z wszystkim sama, nie ma Cię, kiedy płaczę, nie ma Cię, kiedy Zuzia pyta, gdzie jesteś, nie ma Cię, kiedy obie nie dajemy rady bez Ciebie.
Wtedy Cię nie ma.
Więc gdzie jesteś?


Tytuł: Serwis
Od: arkon@g2.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Aśka jest w rozsypce. Choć właściwie nie, rozsypka to mało powiedziane.
Moja siostra tkwi w jakiejś cholernie czarnej dziurze, która z każdą minutą się powiększa, a ja, choć tak dobrze ją znam nie mam pojęcia jak jej pomóc.
Na dodatek Magda wkurza się na mnie, że zamiast spotykać się z nią siedzę w mieszkaniu siostry. Ale jak inaczej? Aśka sobie najzwyczajniej w świecie nie radzi. A przecież nie mogę zostawić jej samej, wystarczy, że ty to zrobiłeś. Poważnie stary, wyszło jak wyszło, ale ona nie umie bez Ciebie funkcjonować, a ja nie mogę już dłużej patrzeć na to jak się miota i rozpacza po tobie przez cały czas. Jeśli miałeś na nią jakiś sposób, mogłeś mi go wyjawić, bo może teraz umiałbym ją naprawić.


Jest zimno i wietrznie, a wiatr bawi się moimi włosami plącząc je i uderza nimi moją twarz. Łzy spadają po policzkach wprost na rozkopaną ziemię, na zwiędnięte kwiaty. Zupełnie tak, jakby chciały jeszcze raz tchnąć w nie życie. Ale obumarłe wiązanki dalej są obumarłe, słone krople nie wrócą im urwanego oddechu.
-Możesz je już wyrzucić- mówi i staje tuż obok mnie.
-Nie. Nie mogę.


Tytuł: Tytuł
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Nie żyję.
Wstaję, robię Zuzce śniadanie, ubieram ją, zmywam naczynia, czasem odkurzam, zamiatam, albo wycieram kurze, robię kawę, której nigdy nie piję, włączam Zuzce bajkę, próbuję coś ugotować, wyrzucam przypalone jedzenie do śmieci i zamawiam pizzę, albo jakąś rybę, jemy, znowu zmywam naczynia i wylewam zimną kawę, próbuję zwracać uwagę na Zuzę, znowu sprzątam, albo wpatruję się w okno, w dół ulicy, na której mieszkamy, czekam na zmierzch, na Ciebie, ale ty nie nadchodzisz, a ja zaganiam Zuzkę do łazienki, myję ją, kładę do łóżka i czytam kawałek bajki, po czym gaszę światło i mówię, że czas już spać, choć dopiero niedawno skończyła się dobranocka. A potem zamykam się w pokoju, zakładam twoją koszulę i płaczę. Próbuję ciągle się łudzić, że twój zapach ciągle istnieje, a twoje ramiona właśnie w tej chwili mnie obejmują.
Ale tak nie jest.


Tytuł: Brak tytułu
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

W mieszkaniu bez Ciebie jest pusto. Ściany żałośnie jęczą, kubki za tobą płaczą, ubrania tęsknią, a ja muszę codziennie przebywać pośród tego wszystkiego.
To trudne Rafał, nie potrafię powstrzymać się od płaczu. Bo ja też za tobą tęsknię, tak samo jak te wszystkie martwe przedmioty. Tak jak one czuję się martwa bez Ciebie.


Tytuł: Przestań wreszcie płakać!
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Dzisiaj znowu spałam z Zuzią. Nasze łóżko jest za duże i za puste bez Ciebie. Sama się w nim topię, dlatego teraz to Zuzia zajmuje twoje miejsce. Kiedy tak się przytulam do mojego małego aniołka jest mi trochę lżej. Nie łudź się, serce wcale nie przestaje boleć, a pustka nie zmniejsza się, ale jestem w stanie miarowo oddychać, mimo, że nawet, kiedy mała śpi tuż obok mnie zanoszę się płaczem.
Wszyscy mają mnie już dość. Mnie i moich łez. Ja sama mam ich dość, ale nic nie mogę z nimi zrobić. Zupełnie tak jakby żadne racjonalne powody do nich nie docierały. Mówię im, że to nie jest koniec świata, że mam Zuzię, wspomnienia, rodziców, rodzeństwo, ale i tak rozklejam się, gdy tylko przez głowę mi przejdzie myśl, że już nie mam Ciebie. Dzwoniła wczoraj do mnie twoja mama, pytała jak się czuję i co z Zuzią. Nie wiedziałam jak mam jej powiedzieć, że czuję się żałośnie, gdy przez cały dzień muszę uspokajać Zuzię i tłumaczyć, że mimo tego, że umarłeś ciągle jesteś przy niej. Chciałabym, żeby w to uwierzyła. Ja też chciałabym w to wierzyć. Ale nie jesteśmy łatwowierne Rafał. Nie wystarczy nam nadzieja. Potrzebujemy Ciebie. Żywego i prawdziwego.


Tytuł: Dzień dobry.
Od: basiak22@g3.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Cześć Rafałku. Tu Basia, twoja teściowa. Wczoraj przejrzałam Asi komputer, kiedy ona była w łazience i zobaczyłam, że ciągle do Ciebie pisze. I zebrało mi się na wspomnienia, jak pisaliście do siebie i jak ciężko było oderwać ją od komputera i telefonu, bo ciągle do Ciebie esemesowała i dzwoniła. Zupełnie tak, jakby ani chwili nie mogła bez tego wytrzymać. Nawet Rysiek się z niej śmiał. Była w Ciebie tak bardzo wpatrzona i teraz to wszystko ją załamało. I chyba się temu poddała. Ciekawa jestem czy to pisanie do Ciebie jej pomaga. A może powinniśmy się martwić?
Dzwoniła do mnie twoja mama i ona również martwi się o Asię. Na razie pomagamy jej jak możemy, ale mam nadzieję, że w końcu zacznie radzić sobie sama. Zawsze była bardzo samodzielna i byliśmy z niej bardzo dumni. I naprawdę ciężko jest patrzeć na moją małą córeczkę, która tak strasznie płacze. Aż serce się kraja.


Tytuł: tytułu brak.
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Moja rodzina ma mnie dość. Twierdzą, że zachowuję się żałośnie, jakbym była jedyną wdową na świecie.
Co oni mogą o tym wiedzieć? Nie mają pojęcia jak ciężki jest każdy dzień bez Ciebie.
Arek próbuje pomóc mi wziąć się w garść, ale jego pomoc ogranicza się jedynie do opieprzania mnie na każdym roku. Że bałagan, że nieugotowane, że Zuzka cały dzień w piżamie, że wyglądam jak dwanaście nieszczęść.
Może tak jest, ale jakie to ma znaczenie? Zresztą, przecież wie, że nie umiem gotować. To ty robiłeś nam obiady, na mojej głowie było zmywanie naczyń, nie przygotowałam się na takie zmiany. Doskonale wiesz, że jestem kulinarnym antytalentem. Kompletną porażką.
Po za tym, Zuzka uwielbia pizzę.
Wiesz kiedy jest najgorzej? Gdy Zuzka jest w przedszkolu. Bo kiedy malutka jest gdzieś obok staram się nie rozpaść. Ze wszystkich sił próbuję wytrzymać w jednym kawałku, właśnie dla niej. Ale kiedy jej nie ma, nie mam motywacji.
Robert dał mi prawie miesiąc urlopu bym doszła do siebie, a ja zamiast to robić, jeszcze bardziej pogrążam się w tym wszystkim. Pozwalam by to puste miejsce po tobie wypełnił ból.
I pozwalam mu się przytłoczyć, bo to łatwe.
Nie walczę. Nie próbuję. Nie staram się.
Idę na dno.


Czy to nie dziwne, że akacje ciągle kwitną? Czy to nie dziwne, że woda ciągle obija blask słońca i mieni się jak diamentowy pył? Czy to nie dziwne, że ciągle oddycham?
-Oddychanie jest bezwiedne- stwierdza kreśląc palcem kółka na moim nadgarstku. On też jest dziwny. Zupełnie tak, jakby jednocześnie tu był i go nie było.
-Ale trudne- szepczę przez łzy- Niewykonalne.
Opieram twarz o jego ramię i chcę by mnie objął i bym mogła poczuć jego dotyk. Ale otacza nas jedynie ta piekąca ulotność chwili, która w każdej chwili może się rozmyć.
-Przecież to robisz. Oddychasz. Jak zawsze. Nie przestaniesz tylko dlatego, że mnie już nie ma.
Zaciskam zęby, wtulam się w jego bok i mam nadzieję, że ten ból choć tutaj zniknie.
-Ale nie chcę. Nie chcę oddychać Rafał.


Tytuł: Kiepski dzień
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Chciałabym dostać od Ciebie odpowiedź. Jakiś znak, że to czytasz, że rozumiesz, jak mi ciężko. Chciałabym wiedzieć, że nie jesteś na mnie zły, dlatego, że sobie nie radzę.
Miałeś rację, byłeś sensem mojego istnienia.
I nie umiem istnieć bez Ciebie.


Tytuł: Idiotka!
Od: arkon@g3.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Wszystko się pieprzy stary! Aśka jest w fatalnym stanie. Naprawdę w fatalnym. W sobotę wpadłem do niej wieczorem, bo pomyślałem sobie, że może nie powinna być sama, skoro Zuzka pojechała do twoich rodziców. Zastałem ją pijaną, Rafał. Była totalnie zalana w trupa, bo opróżniła cały wasz barek. Nie wiem, co chciała tym zyskać. Zapomnieć, znieczulić, złagodzić? Cholera, przecież ona jest dorosła i wie, że to tak nie działa. Zawlekłem ją do łóżka i poszukałem zawczasu jakiś proszków na kaca. I siedziałem przez całą noc do rana, zastanawiając się, co powinienem jej powiedzieć.
Już nie wiem jak z moją siostrą rozmawiać. Nie wiem, co chciałaby usłyszeć. I czuję się cholernie bezbronny wobec tego, co ją spotkało. Nie wiem jak jej pomóc.


Tytuł: Brak.
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Brak mi Ciebie. Brak mi Ciebie stojącego w kuchni i szykującego śniadanie. Brak mi Ciebie czytającego Zuzce bajki. Brak mi Ciebie w naszym łóżku. Jest za duże dla mnie. Zbyt puste. Brak mi Ciebie w salonie, siedzącego na kwiecistej kanapie w stylu angielskim. Brak mi Ciebie w niedzielę. Brak mi Ciebie w sobotnie wieczory. Brak mi twoich żartów. Brak mi twojej jajecznicy. Brak mi twojego zaraźliwego śmiechu. I, naprawdę nie wierzę, że to mówię, brak mi twojego bałaganiarstwa. Brak mi twoich rzeczy rozwalonych wszędzie, w każdym kącie mieszkania.
Brak mi naszych leniwych poranków, gdy mnie przytulałeś i mogłyśmy wylegiwać się ile chcieliśmy. Brak mi naszych wesołych spacerów z Zuzią. Brak mi naszych wspólnych wyjść do kina i do znajomych. Brak mi naszych wieczorów, z lampką wina i chipsami. Brak mi naszych wypadów do cukierni na kremówki. Brak mi twoich lekcji gotowania. Pamiętasz, jak przez cały czas łudziłeś się, że nauczysz mnie chociaż podstaw, ale nigdy Ci się to nie udało. Brak mi Ciebie, Rafał. I ten brak odbiera mi siły.


Tytuł: Brak tytułu.
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Tęsknię.


Tytuł: tytuł.
Od: arkon@g3.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Siema. To znowu ja. Piszę tylko po to, by donieść ci, że Aśka nie daje rady. Minął już cały miesiąc, a ona ciągle jest w takiej samej rozsypce. I żadne prośby, ani groźby na nią nie działają. Nie wiem, co robić. Rodzice też nie wiedzą. Wiesz, że zaczęli się nawet kłócić o Aśkę i o tą całą sytuację? Tata jest zły na mamę, że ciągle chodzi do niej i jej pomaga, bo według niego to jest złe. Jeśli mam być szczery to całkiem się z nim zgadzam. Im dłużej będziemy jej wszystko darować tym dłużej ona nie będzie w stanie się pozbierać. Ale do mamy to nie dociera, bo ciągle chodzi i gotuje jej obiadki. I choć to głupie, to jestem zazdrosny, bo Aśka ma ciepłą zupę, a ja wracam po zajęciach i muszę sam sobie odgrzać jakieś resztki. Ale mama mówi, że to wszystko ze względu na Zuzię i tutaj muszę się też zgodzić. To nie jest wina małej, że moja siostra ciągle ryczy. Nie zrozum mnie źle. Ja rozumiem, że zginął jej mąż, którego kochała i jest jej ciężko, i że to wszystko boli, ale jest nie fair wobec Zuzi. Bo Zuzia ciągle żyje, a Aśka chyba o tym zapomniała.


Tytuł: Brak tytułu
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Wszędzie Cię widzę. Czy to normalne? Dzisiaj leciałam przez połowę parkingu za gościem, który miał identyczną kurtkę, tak jak ty. Facet tylko zmierzył mnie wzrokiem i odszedł, myśląc, że jestem jakąś szurniętą wariatką. Pewnie jestem.
Przecież ty się nie zgubiłeś. Nie odnajdziesz się. Nie wrócisz. Nie pojawisz się nagle w tłumie. Nie staniesz pod drzwiami z miną skruszonego psa. Nie będziesz przepraszał, za to, że tak długo Cię nie było i obiecywał, że to nigdy więcej się nie powtórzy. Nie odnajdziesz drogi do mnie.
Ty umarłeś i nic już tego nie cofnie. I nigdy więcej nie zobaczę Cię, choćby w tłumie, choć na chwilę.
To nierzeczywiste, nierealne i nadal nie chcę w to uwierzyć.
Nie wierzę, rozumiesz? Nie wierzę, że to naprawdę koniec.


Tytuł: Znowu.
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Wszyscy się o mnie troszczą. Twoi rodzice, Agata, Arek, moi rodzice, Norbert, Monika, Karol z twojej firmy, nawet moja Sylwia, Maciek, Krzysiek. Dzwonią, odwiedzają i starają się okazywać mi współczucie i chęć pomocy, ale wiem, że są mną rozczarowani. Chyba nie sądzili, że będę na samym dnie.
A do mnie nie dociera słońce.
Więc jedyne, co mi pozostało, to nie odbierać telefonów, nie otwierać drzwi. Siedzę zamknięta ignorując pukanie i starając się Zuzkę przekonać, że to jakaś pomyłka, że to nie za naszymi drzwiami ktoś stoi.
Nie umiem inaczej. Przepraszam.


Tytuł: Żałosna
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Jestem żałosna. Zawsze tak przypuszczałam, lecz teraz jestem tego oficjalnie pewna. Żałosne jest moje zachowanie i moja bierność wobec wszystkiego, której nie potrafię zwalczyć. Żałosne są moje łzy, których nie umiem powstrzymać i które ciągle płyną na widok twojego pustego kubka, mimo, że minął już ponad miesiąc odkąd Cię nie ma. Żałosne jest to, że codziennie zamawiam pizzę, bo nie chcę mi się stać w kuchni i gotować, nawet dla Zuzi. I co najgorsze, żałosne jest to, że ciągle tkwię w tym samym miejscu, co w dniu pogrzebu - niezdolna, by powiedzieć Ci do widzenia.
I nie potrafię tego zmienić. Nie wiem czy chcę.


-Tak tu pusto bez Ciebie- szepczę.
-Wiem.
Nagle czuje jego ciepło. Otula mnie kołdrą, obejmuje, a pustka w sercu na chwilę się zmniejsza. Choć wiem, że tak naprawdę go tu nie ma, łatwo mi uwierzyć, że to nie jest tylko ulotność.
Pozwala mi się wypłakać, więc płaczę. Moje łzy wsiąkają w pościel, zostawiając na niej mokre plamy.


Tytuł: Moja córeczka.
Od: basiak22@g3.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Dzisiaj Zuzia była u twoich rodziców. Oni też się za nią stęsknili. I za tobą również. Nawet nie wyobrażam sobie jak mogą się czuć. Przecież byłeś najważniejszy w ich życiu, tak samo, jak moje dzieci są najważniejsze w moim. I gdybym miała którekolwiek z nich stracić i to w tak strasznych okolicznościach nie wiem, co bym zrobiła. Dlatego nie dziwię się Asi, że ciągle płacze, bo przecież byłeś również najważniejszy w jej życiu. Tak bardzo Cię kochała. Tak się w siebie wpatrywaliście, jakby nikt inny się nie liczył. A teraz Asia już nie może na Ciebie patrzeć i dlatego tak bardzo cierpi. I jeszcze Zuzia. Wiem, że Asia ją kocha, ale nie pokazuje jej tego. Nie wspiera jej i każdy to widzi, choć wiem, że nie robi tego naumyślnie. Boję się tylko, że w pewnym momencie malutka będzie miała jej to za złe. Więc jak na razie staramy się jej to wszystko wynagradzać i pomagać we wszystkim, ale widzę, że brakuje jej mamy, która by ją przytuliła. Mi też brakuje mojej uśmiechniętej, wesołej córeczki.