Tytuł:
Brak tytułu
Od:
jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl
Lekarze mówią głupoty. Tak zawsze mawiał
mój tata, zwłaszcza, gdy kazali przykuć mu się do łóżka, albo zażywać jakieś
antybiotyki. Właściwie to nie wiem, dlaczego gdy tylko łapała go jakaś grypa
chodził do przychodni, skoro i tak zaraz po wyjściu z budynku wyrzucał
wszystkie recepty. Zamiast lekarstw kupował kilo cytryny, kilka ząbków czosnku
i mleko, a aromat jego leczniczej mikstury unosił się w całym domu. Co mamę
oczywiście doprowadzało do szału. Miarka się przebrała, kiedy zaraz po
przyjeździe ze szpitala ściągnął gips z nogi, przez co nabawił się przebicia
torebki w kostce czy czegoś podobnego. Mówiłam Ci kiedyś o tym. Od tamtej pory
zawsze jeździła z nim i wykupywała wszystkie leki. Czy je potem zażywał, to już
inna sprawa.
Lekarze mówią głupoty.
Nawet nie wiedziałam, że to zdanie w
jakiś sposób utkwiło w mojej głowie, ale pojawiło się w chwili, gdy
przysadzisty pan podszedł do mnie i powiedział, że nie żyjesz.
Nie byłam w najlepszym stanie, kilkadziesiąt
minut wcześniej przywiozła mnie karetka i zaraz po tym jak dowiedziałam się, że
z Zuzią wszystko w porządku dali mi coś przeciwbólowego i zaczęli opatrywać
rany.
Więc leżałam i czekałam na Ciebie, licząc
w głowie upływające minuty, które dłużyły mi się, jakbym siedziała przed salą,
w której siedzi komisja maturalna.
Lekarze mówią głupoty.
Nie słuchałam słów tego, który stał obok
mnie i wymieniał jak poważne były twoje obrażenia, tłumaczył, że nie mogli nic
zrobić i że zmarłeś w karetce.
Jak mantrę, jak tajemnicze zaklęcie
powtarzałam słowa taty. I tak bardzo chciałam, by się były prawdziwe. By ten na
biało ubrany ktoś, kto właśnie zabijał mnie swoimi słowami się mylił.
Tytuł:
Brak tytułu
Od:
jooanna.gg@imail.pl
Do:
rafal.gredowski@up.pl
Ale on się nie mylił Rafał. Niestety się
nie mylił, bo gdyby tak było już byś tu był. A nie ma cię. I nie mam zielonego
pojęcia gdzie jesteś.
Tytuł: Brak
tytułu
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl
Wczoraj wróciłam do mieszkania. Zbyt pustego.
Zbyt pełnego Ciebie. I nie mogę pozbyć się wrażenia, że zaraz wyjdziesz z
łazienki, że zrobisz mi herbatę, że weźmiesz Zuzię na ręce i zapytasz co
dzisiaj porabiała. Jak mógłbyś tego nie zrobić? Jak mógłbyś nas opuścić?
Przecież wiesz, jak bardzo jesteś nam
potrzebny. Nie damy rady bez Ciebie. Ja nie dam sobie rady.
Proszę, wyjdź z tej łazienki i powiedz,
że to jeden wielki żart.
Tytuł:
Brak tytułu
Od:
jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl
Nie rozumiem, dlaczego odszedłeś.
Przecież mieliśmy plany, mieliśmy zrobić duże zakupy i wybrać się z Zuzką do
Dinozelandii. Mówiłeś, że w poniedziałek zajrzysz do pralki, bo coś znowu w
niej stuka, a Agacie obiecałeś, że zawieziesz Zosię we wtorek na balet, bo ona
musi dłużej zostać w pracy. Kto teraz ma to zrobić?
Nie możesz tak po prostu odejść, zostawić
mnie, pozbawić tlenu. Cholera, Rafał, nie możesz umrzeć. Proszę, wróć do mnie.
Czy to możliwe, że czuję się jakby ktoś rozrywał mnie,
przecinał nożem, jakby moje cierpienie zmaterializowało się tuż obok mnie i
zasłoniło całe światło?
Zamykam oczy i staram się zasnąć, ale oczy zbyt mocno
pieką mnie od wylanych łez by mógł zmorzyć mnie sen.
Podkulam nogi pod brodę i zakrywam się szczelniej
kołdrą.
-To tak bardzo boli, tak bardzo…
-Wiem kochanie- jego cichy szept otula mnie jak
najszlachetniejszy jedwab i prawie czuję ciepło jego oddechu i rozgrzanego
ciała- Wiem, ale przestanie.
Dotyka mnie jakby przez zasłonę, choć przecież leży
tuż za mną i jak zwykle broni mnie przed koszmarami.
-Przestanie?
-Tak, obiecuję ci, że przestanie- zapewnia, a ja nie
mam siły by powiedzieć, że w to nie wierzę. Wolę łudzić się, że wciąż tu jest i
że gdy otworzę oczy też tutaj będzie.
Tytuł:
Pogrzeb
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl
Wiesz, że nie znoszę pogrzebów. Zawsze
twierdziłeś, że to kolejne z moich dziwactw, których nie mogłeś zrozumieć, bo przecież
uwielbiam chodzić po cmentarzach, zwłaszcza tych starych i klimatycznych. Ale
nie lubię pogrzebów, bo patrzenie na czyjś ból boli mnie. Kiedy ludzie płaczą,
drżą ze smutku i nie są w stanie rzucić tej grudki ziemi na trumnę, zaczynam
się zastanawiać, co bym zrobiła na ich miejscu, jak wielki musi to być ból, jak
bardzo musi ich rozsadzać, skoro nie kontrolują swoich łez. I właśnie to mnie
przeraża, bo nie potrafię sobie tego wyobrazić. A przynajmniej nie potrafiłam,
aż do teraz.
Stojąc na cmentarzu, wśród tych wszystkich
ludzi, którzy na mnie patrzyli, wśród kwiatów, jakie leżały na trumnie, wśród
ziemi, którą rozkopali by zrobić dla Ciebie miejsce, umierałam. Umierałam razem
z tobą, tonęłam we łzach, które nie chciały przynieść mi ulgi. I nie mogłam na
to wszystko patrzeć. Po prostu nie mogłam.
Bardzo Cię za to przepraszam kochanie,
ale nie byłam w stanie powiedzieć Ci „Do widzenia”.
Po prostu nie dałam rady.
Tytuł:
Gdzie jesteś?
Od:
jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl
Zuzia pyta gdzie jesteś. Ciągle chodzi za
mną i czeka na odpowiedź, ale ja nawet nie wiem co mam jej powiedzieć. Nie
umiem wyznać jej prawdy, nie potrafię się do niej przyznać nawet przed sobą.
Nie wiem gdzie jesteś. Nie wiem gdzie
zniknąłeś. I nie wiem gdzie mam Cię szukać.
Tytuł:
Brak tytułu
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl
Wszędzie jest bałagan. Twoje ubrania
ciągle leżą koło łóżka, tam gdzie rzuciłeś je zanim wyszliśmy. Czekają na
Ciebie. Powiedziałeś, że posprzątasz jak wrócisz.
Ale nie wróciłeś.
W koszu na brudy leży ta koszula, którą
Zuzka poplamiła Ci ketchupem i spodnie, na które wylałeś sok wiśniowy, w
łazience na półce stoi twoja woda toaletowa bez zakrętki, bo gdzieś Ci się
zawieruszyła, a pod prysznicem ciągle tkwi twój szampon z oderwanym wieczkiem. W
lodówce leżą piwa, które zostawiłeś sobie na wieczór z Grześkiem, a w szafce są
żurawinowe ciastka. Nigdy nie mogłam zrozumieć jak można je jeść, ale ty się
nimi objadałeś, pamiętasz? Zawsze robiłeś sobie zapasy w tym osiedlowym
sklepiku. A ja zastanawiałam się czy chodzisz tam po ciastka, czy po to, by
pogadać ze sklepikarzem o rybach, wędkach i przynętach. Kolejne twoje hobby,
którego nie rozumiałam.
Wędki ciągle stoją gdzieś w garażu. Co
mam z nimi zrobić? Co mam z sobą zrobić?
Tytuł:
Brak tytułu
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl
Właśnie zdałam sobie sprawę, że kiedy
żyłeś nigdy nie pisałam do Ciebie tak długich listów.
To smutne, że robię to dopiero teraz. I
cholernie boli mnie świadomość, że o tylu rzeczach nie wiedziałeś. I już nie
dowiesz się jak bardzo Cię kocham.
Tytuł:
Brak tytułu
Od:
jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl
Twoja nieobecność ciągle jest dla mnie
nieprawdziwa. Czuję się tak jakbym znalazła się w samym środku koszmaru, takiego,
w którym wyrywają mi serce i moją jedyną ostoją była świadomość, że zaraz się
obudzę. Kiedy otworzę oczy, ty tam będziesz prawda? Uśmiechniesz się,
przytulisz i powiesz, że już nigdy mnie nie zostawisz. Nigdy więcej.
Tytuł:
Brak tytułu
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl
Cholerne wspomnienia. Wszystkie wspólne
chwile, wspólne uśmiechy, łzy i marzenia, wszystko to mnie rani, bo dotyczą
również Ciebie.
Mieliśmy pojechać na weekend do Paryża, zostawić
małą u moich rodziców i spędzić trzy dni tylko razem w mieście miłości. Pamiętasz?
Bilety to twój prezent. Kolejna rocznica twoich porażający oświadczyn. Wrzesień,
nasz miesiąc. Tak jak kwiecień i czerwiec, nasze dni, nasze rocznice.
Zniknąłeś i są już tylko moje, a ja nie
umiem o nich zapomnieć, a ciągłe ich wspominanie mnie boli.
Cały czas się na tym łapię, że moje myśli
zupełnie niespodziewanie biegną w twoim kierunku, choć staram się ze wszystkich
sił gnać je w całkiem inną stronę, z dala od Ciebie. Bo to daje iluzję
mniejszego bólu. Tylko iluzję, bo tak naprawdę ból który czuję i który mnie
zabija jest ciągle taki sam. A może nawet większy. Z dnia na dzień wszystko
zabija mnie jeszcze bardziej, jeszcze mocniej, jakby dzień wcześniej zadało mi
zbyt słaby cios.
Tytuł:
Brak tytułu
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl
Kiedy byłam mała tata zrobił nam huśtawkę.
Bardzo prosta konstrukcja, do starej opony przywiązał gruby sznur, którym potem
opasał grubą gałąź starego orzecha. Gdyby ta opona wisiała na jakimkolwiek
innym drzewnie, nie było by w niej nic specjalnego, ale wisiała właśnie na tym
wysokim – do nieba, jak mi się wówczas wydawało - orzechu, który stał na
krawędzi dość głębokiego rowu, po którego dnie płynął strumień wody nazywany przez
miejscowych potokiem. Cała zabawa polegała na tym, by chwycić oponę, rozpędzić
się, przelecieć nad wodą i wylądować na sąsiednim brzegu. Nie była to znaczna
odległość, więc nie było to trudne wyzwanie, ale pamiętam, że raz mi się nie
udało.
Nie wiem dlaczego, może opona była
wilgotna, może to moje ręce były spocone i nie były w stanie dobrze chwycić się
rozgrzanej gumy, może za szybko się odbiłam się od ziemi, albo zrobiłam za mały
rozbieg. W pewnym momencie, gdy już moje nogi były w powietrzu opona wymknęła
mi się z rąk i spadłam do strumienia.
I właśnie tak się teraz czuję jak w tych
krótkich chwilach, tuż przed runięciem na ostre kamienie, do zimnej, brudnej
wody.
Bezbronna, przestraszona, ze zduszonym
krzykiem na ustach.
-Co to za miejsce?- pytam i nieprzerwanie wszystkiemu się przyglądam.
Jest woda, w której odbijają się szklące promienie słońca i wiatr, który owiewa
moją szyję, i akacje, które kwitną, choć przecież nie powinny.
-A jak myślisz?- pyta i przygląda mi się z uśmiechem.
Ocieram z twarzy ostatnie łzy i dostrzegam ulotność tego miejsca. Nie
czuję wiatru, słońce mnie nie ogrzewa, a woda jest jedynie taflą lustra, które
odbija to co widzi, a nie to co istnieje. Dlatego jest tam jego odbicie. I
moje.
-To sen?
Podchodzi bliżej, zmniejsza dystans i w końcu przyciąga mnie do
siebie. W jego objęciach czuję się wreszcie dobrze, bezpiecznie, a moje
rozdarte serce choć na chwile znowu jest całością, która nie krwawi.
Po chwili odsuwa się ode mnie na długość swoich ramion i patrzy mi w
oczy, a ja zatapiam się w tej trosce, którą w nich widzę. Tak bardzo chciałabym
naprawdę ją zobaczyć.
-Może.
-Nie wiesz dlaczego tu jestem?
Kręci głową i ciągle się uśmiecha.
-Nie. Ale ty wiesz.
Potakuję, bo do mnie też to dociera. Jestem tutaj, bo tak bardzo
pragnę być obok niego, z nim. Może tylko tutaj jest to możliwe?
-Mogę tu zostać?
-Jeśli chcesz.
Ja też się uśmiecham. I przytulam do niego chcąc z głębi serca go
poczuć.
-Chcę.
Tytuł:
Och stary.
Od: arkon@g3.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl
Totalnie postradałem rozum. Naśladowanie
Aśki nigdy nie przynosiło mi nic dobrego. Nie ma innego wytłumaczenia na to, co
robię. Pisanie do zmarłego męża siostry nie jest normalne, prawda? Ale mam
zamiar po prostu Cię ochrzanić! Nie za to, że umarłeś, nie za to, że to właśnie
wy mieliście ten cholerny wypadek, bo przecież tego nie mogłeś przewidzieć. Nie
mogłeś też temu zapobiec. Ale jestem wkurzony na Ciebie za to, że je zostawiłeś.
Aśkę i Zuzkę. Nie wziąłeś pod uwagę, że mogą sobie nie poradzić z tym wszystkim.
A Aśka sobie nie radzi. Płacze i płacze i raczej szybko nie przestanie.
Cholera jasna, straszne jest to patrzenie
na jej łzy. Ona nie potrafi żyć bez Ciebie i to powinieneś przewidzieć. Że nie
da rady. Że się rozleci.
Ona rozleciała się na kawałki, a ja nie
mam pojęcia jak ją teraz poskładać. Nie wiem czy to w ogóle możliwe.
Kurwa mać, naprawdę namieszałeś.
Tytuł: Brak
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl
Nie ma Cię. Minęło dziewięć dni, a ty nie
wróciłeś. A ja nadal czekam na wyjaśnienie. Zawsze mówiłeś gdzie wychodzisz, żebym
się nie martwiła, nawet jak siedziałeś ze znajomymi w barze pijany, dzwoniłeś i
bełkotałeś, że zostaniesz podholowany nad ranem.
Wtedy wiedziałam gdzie jesteś, choć byłam
wściekła, że znowu będziesz skacowany jęczał, że głowa Ci pęka.
Teraz wiem gdzie cie nie ma.
Nie ma Cię przy mnie, w nocy, w zimnej
pościeli, by ogrzać mi stopy, nie ma Cię rano w kuchni, nie robisz śniadania, nie
ma Cię przy Zuzi, gdy podczas obiadu próbuję ją namówić do przełknięcia fasolki,
nie ma Cię na zakupach, gdy muszę jednocześnie sprawdzać, co kupić i pilnować, by
mała nie zniknęła mi z oczu, nie ma Cię wieczorem, by przeczytać jej bajkę, nie
ma Cię obok nas, kiedy oglądamy telewizję, nie ma Cię, gdy muszę sobie radzić z
wszystkim sama, nie ma Cię, kiedy płaczę, nie ma Cię, kiedy Zuzia pyta, gdzie
jesteś, nie ma Cię, kiedy obie nie dajemy rady bez Ciebie.
Wtedy Cię nie ma.
Więc gdzie jesteś?
Tytuł:
Serwis
Od: arkon@g2.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl
Aśka jest w rozsypce. Choć właściwie nie,
rozsypka to mało powiedziane.
Moja siostra tkwi w jakiejś cholernie
czarnej dziurze, która z każdą minutą się powiększa, a ja, choć tak dobrze ją
znam nie mam pojęcia jak jej pomóc.
Na dodatek Magda wkurza się na mnie, że
zamiast spotykać się z nią siedzę w mieszkaniu siostry. Ale jak inaczej? Aśka
sobie najzwyczajniej w świecie nie radzi. A przecież nie mogę zostawić jej
samej, wystarczy, że ty to zrobiłeś. Poważnie stary, wyszło jak wyszło, ale ona
nie umie bez Ciebie funkcjonować, a ja nie mogę już dłużej patrzeć na to jak
się miota i rozpacza po tobie przez cały czas. Jeśli miałeś na nią jakiś sposób,
mogłeś mi go wyjawić, bo może teraz umiałbym ją naprawić.
Jest zimno i wietrznie, a wiatr bawi się moimi włosami plącząc je i
uderza nimi moją twarz. Łzy spadają po policzkach wprost na rozkopaną ziemię,
na zwiędnięte kwiaty. Zupełnie tak, jakby chciały jeszcze raz tchnąć w nie
życie. Ale obumarłe wiązanki dalej są obumarłe, słone krople nie wrócą im
urwanego oddechu.
-Możesz je już wyrzucić- mówi i staje tuż obok mnie.
-Nie. Nie mogę.
Tytuł: Tytuł
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl
Nie żyję.
Wstaję, robię Zuzce śniadanie, ubieram ją,
zmywam naczynia, czasem odkurzam, zamiatam, albo wycieram kurze, robię kawę,
której nigdy nie piję, włączam Zuzce bajkę, próbuję coś ugotować, wyrzucam
przypalone jedzenie do śmieci i zamawiam pizzę, albo jakąś rybę, jemy, znowu
zmywam naczynia i wylewam zimną kawę, próbuję zwracać uwagę na Zuzę, znowu
sprzątam, albo wpatruję się w okno, w dół ulicy, na której mieszkamy, czekam na
zmierzch, na Ciebie, ale ty nie nadchodzisz, a ja zaganiam Zuzkę do łazienki, myję
ją, kładę do łóżka i czytam kawałek bajki, po czym gaszę światło i mówię, że
czas już spać, choć dopiero niedawno skończyła się dobranocka. A potem zamykam
się w pokoju, zakładam twoją koszulę i płaczę. Próbuję ciągle się łudzić, że
twój zapach ciągle istnieje, a twoje ramiona właśnie w tej chwili mnie obejmują.
Ale tak nie jest.
Tytuł: Brak
tytułu
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl
W mieszkaniu bez Ciebie jest pusto. Ściany
żałośnie jęczą, kubki za tobą płaczą, ubrania tęsknią, a ja muszę codziennie
przebywać pośród tego wszystkiego.
To trudne Rafał, nie potrafię powstrzymać
się od płaczu. Bo ja też za tobą tęsknię, tak samo jak te wszystkie martwe
przedmioty. Tak jak one czuję się martwa bez Ciebie.
Tytuł:
Przestań wreszcie płakać!
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl
Dzisiaj znowu spałam z Zuzią. Nasze łóżko
jest za duże i za puste bez Ciebie. Sama się w nim topię, dlatego teraz to
Zuzia zajmuje twoje miejsce. Kiedy tak się przytulam do mojego małego aniołka
jest mi trochę lżej. Nie łudź się, serce wcale nie przestaje boleć, a pustka
nie zmniejsza się, ale jestem w stanie miarowo oddychać, mimo, że nawet, kiedy
mała śpi tuż obok mnie zanoszę się płaczem.
Wszyscy mają mnie już dość. Mnie i moich
łez. Ja sama mam ich dość, ale nic nie mogę z nimi zrobić. Zupełnie tak jakby
żadne racjonalne powody do nich nie docierały. Mówię im, że to nie jest koniec
świata, że mam Zuzię, wspomnienia, rodziców, rodzeństwo, ale i tak rozklejam
się, gdy tylko przez głowę mi przejdzie myśl, że już nie mam Ciebie. Dzwoniła
wczoraj do mnie twoja mama, pytała jak się czuję i co z Zuzią. Nie wiedziałam
jak mam jej powiedzieć, że czuję się żałośnie, gdy przez cały dzień muszę
uspokajać Zuzię i tłumaczyć, że mimo tego, że umarłeś ciągle jesteś przy niej. Chciałabym,
żeby w to uwierzyła. Ja też chciałabym w to wierzyć. Ale nie jesteśmy
łatwowierne Rafał. Nie wystarczy nam nadzieja. Potrzebujemy Ciebie. Żywego i
prawdziwego.
Tytuł: Dzień
dobry.
Od: basiak22@g3.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl
Cześć Rafałku. Tu Basia, twoja teściowa. Wczoraj
przejrzałam Asi komputer, kiedy ona była w łazience i zobaczyłam, że ciągle do
Ciebie pisze. I zebrało mi się na wspomnienia, jak pisaliście do siebie i jak ciężko
było oderwać ją od komputera i telefonu, bo ciągle do Ciebie esemesowała i
dzwoniła. Zupełnie tak, jakby ani chwili nie mogła bez tego wytrzymać. Nawet
Rysiek się z niej śmiał. Była w Ciebie tak bardzo wpatrzona i teraz to wszystko
ją załamało. I chyba się temu poddała. Ciekawa jestem czy to pisanie do Ciebie
jej pomaga. A może powinniśmy się martwić?
Dzwoniła do mnie twoja mama i ona również
martwi się o Asię. Na razie pomagamy jej jak możemy, ale mam nadzieję, że w
końcu zacznie radzić sobie sama. Zawsze była bardzo samodzielna i byliśmy z
niej bardzo dumni. I naprawdę ciężko jest patrzeć na moją małą córeczkę, która
tak strasznie płacze. Aż serce się kraja.
Tytuł:
tytułu brak.
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl
Moja rodzina ma mnie dość. Twierdzą, że
zachowuję się żałośnie, jakbym była jedyną wdową na świecie.
Co oni mogą o tym wiedzieć? Nie mają
pojęcia jak ciężki jest każdy dzień bez Ciebie.
Arek próbuje pomóc mi wziąć się w garść, ale
jego pomoc ogranicza się jedynie do opieprzania mnie na każdym roku. Że bałagan,
że nieugotowane, że Zuzka cały dzień w piżamie, że wyglądam jak dwanaście
nieszczęść.
Może tak jest, ale jakie to ma znaczenie?
Zresztą, przecież wie, że nie umiem gotować. To ty robiłeś nam obiady, na mojej
głowie było zmywanie naczyń, nie przygotowałam się na takie zmiany. Doskonale
wiesz, że jestem kulinarnym antytalentem. Kompletną porażką.
Po za tym, Zuzka uwielbia pizzę.
Wiesz kiedy jest najgorzej? Gdy Zuzka
jest w przedszkolu. Bo kiedy malutka jest gdzieś obok staram się nie rozpaść. Ze
wszystkich sił próbuję wytrzymać w jednym kawałku, właśnie dla niej. Ale kiedy
jej nie ma, nie mam motywacji.
Robert dał mi prawie miesiąc urlopu bym
doszła do siebie, a ja zamiast to robić, jeszcze bardziej pogrążam się w tym
wszystkim. Pozwalam by to puste miejsce po tobie wypełnił ból.
I pozwalam mu się przytłoczyć, bo to
łatwe.
Nie walczę. Nie próbuję. Nie staram się.
Idę na dno.
Czy to nie dziwne, że akacje ciągle kwitną? Czy to nie dziwne, że
woda ciągle obija blask słońca i mieni się jak diamentowy pył? Czy to nie
dziwne, że ciągle oddycham?
-Oddychanie jest bezwiedne- stwierdza kreśląc palcem kółka na moim
nadgarstku. On też jest dziwny. Zupełnie tak, jakby jednocześnie tu był i go
nie było.
-Ale trudne- szepczę przez łzy- Niewykonalne.
Opieram twarz o jego ramię i chcę by mnie objął i bym mogła poczuć
jego dotyk. Ale otacza nas jedynie ta piekąca ulotność chwili, która w każdej
chwili może się rozmyć.
-Przecież to robisz. Oddychasz. Jak zawsze. Nie przestaniesz tylko
dlatego, że mnie już nie ma.
Zaciskam zęby, wtulam się w jego bok i mam nadzieję, że ten ból choć
tutaj zniknie.
-Ale nie chcę. Nie chcę oddychać Rafał.
Tytuł:
Kiepski dzień
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl
Chciałabym dostać od Ciebie odpowiedź. Jakiś
znak, że to czytasz, że rozumiesz, jak mi ciężko. Chciałabym wiedzieć, że nie
jesteś na mnie zły, dlatego, że sobie nie radzę.
Miałeś rację, byłeś sensem mojego
istnienia.
I nie umiem istnieć bez Ciebie.
Tytuł:
Idiotka!
Od: arkon@g3.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl
Wszystko się pieprzy stary! Aśka jest w
fatalnym stanie. Naprawdę w fatalnym. W sobotę wpadłem do niej wieczorem, bo
pomyślałem sobie, że może nie powinna być sama, skoro Zuzka pojechała do twoich
rodziców. Zastałem ją pijaną, Rafał. Była totalnie zalana w trupa, bo opróżniła
cały wasz barek. Nie wiem, co chciała tym zyskać. Zapomnieć, znieczulić, złagodzić?
Cholera, przecież ona jest dorosła i wie, że to tak nie działa. Zawlekłem ją do
łóżka i poszukałem zawczasu jakiś proszków na kaca. I siedziałem przez całą noc
do rana, zastanawiając się, co powinienem jej powiedzieć.
Już nie wiem jak z moją siostrą rozmawiać.
Nie wiem, co chciałaby usłyszeć. I czuję się cholernie bezbronny wobec tego, co
ją spotkało. Nie wiem jak jej pomóc.
Tytuł:
Brak.
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl
Brak mi Ciebie. Brak mi Ciebie stojącego
w kuchni i szykującego śniadanie. Brak mi Ciebie czytającego Zuzce bajki. Brak
mi Ciebie w naszym łóżku. Jest za duże dla mnie. Zbyt puste. Brak mi Ciebie w
salonie, siedzącego na kwiecistej kanapie w stylu angielskim. Brak mi Ciebie w
niedzielę. Brak mi Ciebie w sobotnie wieczory. Brak mi twoich żartów. Brak mi
twojej jajecznicy. Brak mi twojego zaraźliwego śmiechu. I, naprawdę nie wierzę,
że to mówię, brak mi twojego bałaganiarstwa. Brak mi twoich rzeczy rozwalonych
wszędzie, w każdym kącie mieszkania.
Brak mi naszych leniwych poranków, gdy
mnie przytulałeś i mogłyśmy wylegiwać się ile chcieliśmy. Brak mi naszych
wesołych spacerów z Zuzią. Brak mi naszych wspólnych wyjść do kina i do
znajomych. Brak mi naszych wieczorów, z lampką wina i chipsami. Brak mi naszych
wypadów do cukierni na kremówki. Brak mi twoich lekcji gotowania. Pamiętasz,
jak przez cały czas łudziłeś się, że nauczysz mnie chociaż podstaw, ale nigdy
Ci się to nie udało. Brak mi Ciebie, Rafał. I ten brak odbiera mi siły.
Tytuł: Brak
tytułu.
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl
Tęsknię.
Tytuł:
tytuł.
Od: arkon@g3.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl
Siema. To znowu ja. Piszę tylko po to, by
donieść ci, że Aśka nie daje rady. Minął już cały miesiąc, a ona ciągle jest w
takiej samej rozsypce. I żadne prośby, ani groźby na nią nie działają. Nie wiem,
co robić. Rodzice też nie wiedzą. Wiesz, że zaczęli się nawet kłócić o Aśkę i o
tą całą sytuację? Tata jest zły na mamę, że ciągle chodzi do niej i jej pomaga,
bo według niego to jest złe. Jeśli mam być szczery to całkiem się z nim zgadzam.
Im dłużej będziemy jej wszystko darować tym dłużej ona nie będzie w stanie się
pozbierać. Ale do mamy to nie dociera, bo ciągle chodzi i gotuje jej obiadki. I
choć to głupie, to jestem zazdrosny, bo Aśka ma ciepłą zupę, a ja wracam po
zajęciach i muszę sam sobie odgrzać jakieś resztki. Ale mama mówi, że to
wszystko ze względu na Zuzię i tutaj muszę się też zgodzić. To nie jest wina
małej, że moja siostra ciągle ryczy. Nie zrozum mnie źle. Ja rozumiem, że
zginął jej mąż, którego kochała i jest jej ciężko, i że to wszystko boli, ale
jest nie fair wobec Zuzi. Bo Zuzia ciągle żyje, a Aśka chyba o tym zapomniała.
Tytuł:
Brak tytułu
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl
Wszędzie Cię widzę. Czy to normalne?
Dzisiaj leciałam przez połowę parkingu za gościem, który miał identyczną kurtkę,
tak jak ty. Facet tylko zmierzył mnie wzrokiem i odszedł, myśląc, że jestem
jakąś szurniętą wariatką. Pewnie jestem.
Przecież ty się nie zgubiłeś. Nie
odnajdziesz się. Nie wrócisz. Nie pojawisz się nagle w tłumie. Nie staniesz pod
drzwiami z miną skruszonego psa. Nie będziesz przepraszał, za to, że tak długo
Cię nie było i obiecywał, że to nigdy więcej się nie powtórzy. Nie odnajdziesz
drogi do mnie.
Ty umarłeś i nic już tego nie cofnie. I
nigdy więcej nie zobaczę Cię, choćby w tłumie, choć na chwilę.
To nierzeczywiste, nierealne i nadal nie
chcę w to uwierzyć.
Nie wierzę, rozumiesz? Nie wierzę, że to
naprawdę koniec.
Tytuł: Znowu.
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl
Wszyscy się o mnie troszczą. Twoi rodzice,
Agata, Arek, moi rodzice, Norbert, Monika, Karol z twojej firmy, nawet moja Sylwia,
Maciek, Krzysiek. Dzwonią, odwiedzają i starają się okazywać mi współczucie i chęć
pomocy, ale wiem, że są mną rozczarowani. Chyba nie sądzili, że będę na samym
dnie.
A do mnie nie dociera słońce.
Więc jedyne, co mi pozostało, to nie
odbierać telefonów, nie otwierać drzwi. Siedzę zamknięta ignorując pukanie i
starając się Zuzkę przekonać, że to jakaś pomyłka, że to nie za naszymi
drzwiami ktoś stoi.
Nie umiem inaczej. Przepraszam.
Tytuł: Żałosna
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl
Jestem żałosna. Zawsze tak przypuszczałam,
lecz teraz jestem tego oficjalnie pewna. Żałosne jest moje zachowanie i moja
bierność wobec wszystkiego, której nie potrafię zwalczyć. Żałosne są moje łzy, których
nie umiem powstrzymać i które ciągle płyną na widok twojego pustego kubka, mimo,
że minął już ponad miesiąc odkąd Cię nie ma. Żałosne jest to, że codziennie
zamawiam pizzę, bo nie chcę mi się stać w kuchni i gotować, nawet dla Zuzi. I
co najgorsze, żałosne jest to, że ciągle tkwię w tym samym miejscu, co w dniu
pogrzebu - niezdolna, by powiedzieć Ci do widzenia.
I nie potrafię tego zmienić. Nie wiem czy
chcę.
-Tak tu pusto bez Ciebie- szepczę.
-Wiem.
Nagle czuje jego ciepło. Otula mnie kołdrą, obejmuje, a pustka w
sercu na chwilę się zmniejsza. Choć wiem, że tak naprawdę go tu nie ma, łatwo
mi uwierzyć, że to nie jest tylko ulotność.
Pozwala mi się wypłakać, więc płaczę. Moje łzy wsiąkają w pościel,
zostawiając na niej mokre plamy.
Tytuł:
Moja córeczka.
Od: basiak22@g3.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl
Dzisiaj Zuzia była u twoich rodziców. Oni
też się za nią stęsknili. I za tobą również. Nawet nie wyobrażam sobie jak mogą
się czuć. Przecież byłeś najważniejszy w ich życiu, tak samo, jak moje dzieci
są najważniejsze w moim. I gdybym miała którekolwiek z nich stracić i to w tak
strasznych okolicznościach nie wiem, co bym zrobiła. Dlatego nie dziwię się Asi,
że ciągle płacze, bo przecież byłeś również najważniejszy w jej życiu. Tak
bardzo Cię kochała. Tak się w siebie wpatrywaliście, jakby nikt inny się nie
liczył. A teraz Asia już nie może na Ciebie patrzeć i dlatego tak bardzo cierpi.
I jeszcze Zuzia. Wiem, że Asia ją kocha, ale nie pokazuje jej tego. Nie wspiera
jej i każdy to widzi, choć wiem, że nie robi tego naumyślnie. Boję się tylko, że
w pewnym momencie malutka będzie miała jej to za złe. Więc jak na razie staramy
się jej to wszystko wynagradzać i pomagać we wszystkim, ale widzę, że brakuje
jej mamy, która by ją przytuliła. Mi też brakuje mojej uśmiechniętej, wesołej
córeczki.
Chyba pierwszy raz spotykam się z opowieścią pisaną w ten sposób - przez listy.
OdpowiedzUsuńCały ten pomysł na prawdę mi się podoba.
Podjęłaś trochę trudny temat. Jeden z bohaterów zginął na wstępie i to póki co jest siłą napędową całej fabuły, akcji. Jestem bardzo ciekawa, jak dalej to rozwiniesz. Dodaję się do obserwowanych, bo nie chciałabym tego przegapić.
Życzę Ci weny, pomysłu na całość i wytrwałości.
Wkradło Ci się parę błędów, ale nie przejmuj się nimi zanadto ;)
Odwiedź mnie kiedyś, jeśli będziesz miała ochotę.