niedziela, 7 maja 2017

Rozdział trzeci. Puste nakrycie.

Tytuł: Święta.
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Boję się świąt Rafał.
Jakie będą te pierwsze święta bez Ciebie? Nie muszę się nad tym długo zastanawiać, wiem, że będą puste. Zbyt puste, by móc się nimi cieszyć.
Zuzia już nie może się ich doczekać, a ja cieszę się jej radością, choć sama nie potrafię się na nią zdobyć.
Tak wiele rzeczy mnie przytłacza, tak wiele nie wiem.
Nie wiem co jej kupić. Nie wiem jak przytargać wielką choinkę do mieszkania. Nie wiem gdzie schowałeś stojak. Nie wiem gdzie są bańki. Nagle wszystkim muszę zająć się sama, a ja nic nie wiem. Nawet nie wiem czy chcę tych świąt.
I ciągle nie mogę zrozumieć, dlaczego nie będzie Cię z nami przy stole. Nie potrafię sobie wyobrazić tego pustego nakrycia, które będzie obok mnie.
Twoja mama zaprosiła nas na Wigilię, a ja nie mogłam jej omówić, bo i tak dręczą mnie wyrzuty sumienia, że tak bardzo się od nich odcięłam.
Nie chciałam tego, ale właśnie taka jest prawda. I teraz nie wiem jak to naprawić i nie wiem czy tego chcę. Może lepiej jest właśnie tak, bo co miałabym im powiedzieć? Udawać, że twoje zdjęcia wiszące na ich ścianach mnie nie ranią? Kłamać, że wszystko jest w porządku, choć wszyscy wiedzą, że to nieprawda? Po co to wszystko? Nie lubię oszukiwać innych i męczy mnie, że jestem do tego zmuszona.
Może mógłbyś wrócić? Na ten jeden dzień, by potrzymać mnie za rękę i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze, że zawsze będziesz przy mnie. Wystarczyłaby mi ulotna sekunda, cień twojej obecności, ślad ciepłego dotyku.
Tylko tyle.
Aż tyle.


-Uważaj- krzyczę, gdy widzę jak jedną ręką podnosi dwa papierowe pudełka- To są ręcznie malowane…
-Bombki babci. Przecież wiem- mówi i przestawia je na stół, by zrobić miejsce na choinkę.
-Jeśli je stłuczesz…
Specjalnie nie kończę tej myśli, ale to nie robi na nim żadnego wrażenia.
-Tutaj nic się nie tłucze. Nie musisz się bać.
Stawia stojak, a potem próbuje włożyć w niego pień niewielkiego świerka. Kiedy w końcu ustawia go we właściwym miejscu odwraca się do mnie i uśmiecha.
-I jak?
Przekrzywiam lekko głowę by się lepiej przyjrzeć. Drzewko stoi trochę krzywo, stojak zarysował panele, na górnej części nie ma prawie wcale gałązek. Więc chce powiedzieć, że jest źle, że wszystko jest źle, ale przypominam sobie jak bardzo kochał święta, jak bardzo wszyscy je kochaliśmy. A teraz już, tak po prostu… bez niego nie potrafię.
-Idealnie.


Tytuł: Święta
Od: arkon@g3.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Cześć stary. Mama zdołała Aśkę przekonać i na czas świąt przeniosła się do nas. Wiem, że nawet teraz Ciężko jest jej żyć w waszym mieszkaniu, które na każdym kroku przypomina jej Ciebie. A co dopiero w święta. Więc moja siostra znowu jest w domu i tak jak wtedy, kiedy byliśmy młodsi siedzimy wieczorami w kuchni i pijemy gorącą czekoladę. I czasem rozmawiamy. Aśka rzadko mi się zwierza, przecież wiesz, jak bardzo była skryta. Jedyną osobą, która wiedziała chyba o wszystkim, co dzieje się w jej życiu i o tym, jak się czuje, byłeś ty.
Ale kiedy już to robi dostrzegam w końcu jej punkt widzenia. Bardziej od faktu, że Cię nie ma, boli ją myśl, że już nigdy Cię nie będzie. Że nie pojawisz się choćby na chwilę, przez całe jej życie. Jej i Zuzi. I chyba ją rozumiem. Ją i jej płacz. Może ciągle zachowuje się nieracjonalnie, ale nie mam pojęcia jak mógłbym się czuć na jej miejscu. Dlatego raczej nie mam prawa jej osądzać. A więc jej pobyt w domu ma chyba właśnie tą zaletę. Że na nowo staliśmy się sobie bliżsi, choć przecież zawsze się dogadywaliśmy i wspieraliśmy się. Teraz jednak ją rozumiem i wiem, że żadne słowa nie potrafią jej pocieszyć. Ani moje, ani rodziców, ani Zuzi. Ona sama musi sobie z tym poradzić, pogodzić się z myślą, że nie wrócisz. I nikt nie powinien wypominać jej czasu, jaki jej to zajmie.


Tytuł: Świątecznie.
Od: ewwka12@lika.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Twoja żona przeniosła się do rodziców, więc ja też chcąc czy nie musiałam przenieść się do swoich. Mogłam wprawdzie zostać sama w waszym mieszkaniu, ale nigdy nie byłam typem samotnika. Zwłaszcza, że przyjechała nawet Agata ze swoją zwariowaną dzieciarnią i musiałam przyznać się, że naprawdę się za nią stęskniłam. Za tobą też wiesz? Tylko, że z tobą nie zdążyłam się przywitać, zanim odszedłeś. Mój powrót tutaj był totalnie spontaniczny, ale teraz nie potrafię sobie wybaczyć, że nie zdecydowałam się na niego wcześniej, by jeszcze Cię zastać. Ale nie zdążyłam.
Atmosfera jest napięta. Sam wiesz, jakie zawsze zamieszanie było w domu przed świętami, kiedy mama latała po kuchni i przygotowywała wszystko z Agatą, ty ubierałeś dom z ojcem, a ja sprzątałam. A potem, nawet po ślubie z Aśką i po tym, jak zamieszkaliście razem, zawsze znajdowałeś czas by przyjechać i mu w tym pomóc. Teraz tata musi radzić sobie sam i mimo, że tego nie mówi wiem, że jest mu z tym Ciężko.
Za dwa dni Wigilia, a wszyscy są w totalnym proszku. Aśka obiecała przyjść na chwilę z Zuzią, więc mama specjalnie zrobiła pierogi z ziemniakami dla małej. Wiesz, że nie znosi kapusty. A mi kazała powiesić całe kilogramy jej ulubionych cukierków. Oczywiście robiłam to razem z Zosią i Kacprem Agaty, więc tylko połowa trafiła na drzewko, reszta wylądowała w ich brzuchach. Później siostra wydarła się na mnie, że dzieci nie powinny jeść słodyczy przed obiadem i stwierdziła, że jestem nieodpowiedzialna. Więc Kacper się wkurzył i stwierdził, że nie jest już dzieckiem. A ja nawet się z nią nie sprzeczałam, bo przecież jestem nieodpowiedzialna. Nie ma o co się kłócić.
Tak czy inaczej, święta bez Ciebie są do dupy. Gdybyś tu był, umiałbyś rozładować atmosferę. Nie było by tak sztywnie, nudno i ponuro. Przecież to jest magiczny i radosny czas! A w naszej rodzinie wszyscy mają skwaszone miny. Mam nadzieję, że to nie jest dziedziczne!


Tytuł: W domu
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Znowu jestem w domu, Rafał. Mama tak długo mnie do tego namawiała, aż udało jej się sprawić, że dostrzegłam pozytywne strony takiego rozwiązania. Nie muszę sama gotować, rodzice pomagają mi przy Zuzi, a ja mogę czasem wyrwać się i sobie popłakać. Tak po prostu. Ma się zjechać cała rodzina, więc jest mnóstwo do zrobienia, jak zwykle. Dlatego przez cały dzień siedziałam w kuchni i miksowałam, mieszałam, ucierałam i wycinałam. Do poważniejszych zadań mama mnie nie dopuszczała, za co jestem jej wdzięczna. Śpię w tym samym pokoju, do którego wkradałeś się czasami przez okno. Pamiętasz, jak raz Arek Cię na tym przyłapał i musiałeś go przekupić biletem na mecz? To było jeszcze w czasach, kiedy chłopak siostry stanowił dla niego zagrożenie. Z czasem naprawdę stałeś się częścią tej rodziny i teraz wszystkim Ciebie brakuje.
Jutro będę musiała zasiąść do wigilijnego stołu i pogodzić się z myślą, że nie zajmiesz miejsca obok.
Ma przyjechać mnóstwo osób, ciocia Zosia, wujek Marek, Grzesiek z Łucją i dzieciakami, Kaśka z Łukaszem i Marcinkiem, babcia Wiesia z Izą. Znowu będzie problem by wszystkich pomieścić. Ale pocieszeniem jest fakt, że może w tłumie nikt nie zwróci uwagi na moje czerwone oczy.


Tytuł: hoinka
Od: zuzusia@motylek.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

ubielaliśmy hoinkeł babcia wiesała łańcusek i wujek bombki i potem podniusł mie wysioko i wiesiałam gwiazdkeł i robiliśmy z mamusiom pielniki i pzyjehał malcin i zjadł duzo i ciocia kzycała na niego a ja mogłam malować pielniki i lysowałam selduska klopki i kułecka i jesce kwiatki a mamusia zlobiła motylka a potem wiecolem płakała w pokoju ale muwiła zeby nie muwić babci ze płace i muwiła ze płace bo jest jej smutno nie chcę żeby było jej smutno tatusiu i ja lobilam śmiesne miny i mamusia sie ze mie smiała a potem pzytulała telaz śpimy na jej łuzku na ktolym spała jak była małoł dziewcynkoł i mamy mało miejsca i mamusia muwi ze hlapie a ja nie hlapie skołd mamusia wie ze ja hlapie jak ona tez śpi? podobajoł Ci sie buzie umie juz ich lobic baldzo duzo jutlo bendziemy jeść opłatek i otwielać plezenty mamusia muwi ze dopielo po kolacji jest juz pienć plezentuw moze bendzie więcej doblanoc


Tytuł: Boże Narodzenie
Od: alicja.gredowska@cb.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Boże Narodzenie bez Ciebie jest już za nami. Właśnie kończy się drugi dzień świąt i chyba po raz pierwszy cieszę się, że tak szybko one minęły. Bardzo nam Ciebie brakowało Rafałku.
Wiesz, że Agatka przyjechała? Razem z Irkiem i dzieciaczkami. Och, gdybyś tylko mógł ich zobaczyć. Tak bardzo urośli! Twoja Zuzia też. Była u nas razem z Asią chwilę na Wigilii i wczoraj wieczorem.
Te święta bez Ciebie były bardzo przygnębiające. Po raz pierwszy w naszym domu nie czuło się tej cudownej magii świąt. I to było straszne. A na dodatek wczoraj przyszedł jeszcze Tomek, ten chłopak Ewci jeszcze z liceum i strasznie się pokłócili. Potem słyszałam jak do późnej nocy Ewa płakała w pokoju. Nie wiem czy wiesz, co się między nimi stało, wtedy zanim Ewa wyjechała. Nie bądź zły na siostrę, że Ci nic nie powiedziała, nawet przed nami ukrywała to przez długi czas. Dowiedzieliśmy się dopiero, kiedy musiała rzucić studia, bo ciąża była zagrożona. Wiesz, że tata miał ochotę zatłuc tego całego Tomka, kiedy tylko się o tym dowiedział? Chyba właśnie dlatego się pokłócili, bo ona nic nie chciała od tego chłopaka i nawet nie powiedziała mu o ciąży, a tata uważał, że Tomek powinien wziąć odpowiedzialność za to co narobił.
Ciągle nie mogą się dogadać. Gdybyś tu był, przemówiłbyś im do rozsądku, a tak? Co mam im powiedzieć? Po co ciągle roztrząsają to, co zdarzyło się lata temu? Rozumiem, że Ewcia nadal może cierpieć, strata dziecka jest potworna, ale myślałam, że udało jej się w tej Irlandii z tym wszystkim uporać. Ale chyba nie zdołała.
Moje kochane dzieci. Tak bardzo chciałam, żebyście mieli szczęśliwe i dobre życie, ale tak się nie stało. I bardzo tego żałuję, bo zasługiwaliście na to.


Tytuł: Brak tytułu
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Minęły cztery miesiące. Cztery długie miesiące, a ja ciągle mam wrażenie, że wypadek był zaledwie parę dni temu. Że nie ma Cię dopiero od kilkudziesięciu godzin. I że mam mnóstwo czasu na płacz i rozpacz. Tymczasem okazuje się, że minęły już cztery miesiące, a ja ciągle się nie pozbierałam.


Płaczę. Ciągle tylko płaczę i choć już tyle łez wypłakałam, nie jest mi lepiej. Są rany, które nie chcą się zasklepić nawet tutaj. Tkwię w jego ramionach otulona kocem, a jednak mi zimno, choć przecież tu jest.
Głaszcze mnie po plecach i całuje w czoło, ale jego dotyk przypomina ciepły wiatr, który zawsze mnie owiewa, ale tak naprawdę nigdy nie dotyka…
-Możesz płakać. Ile chcesz.
-Naprawdę?
-Tak. Wiedz jednak, że w końcu przestaniesz.


Tytuł: Sylwester
Od: arkon@g3.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Chciałem wyrwać Aśkę z domu, chociaż na ten jeden dzień. Znajomi organizowali w świetlicy kulturalną imprezkę i miałem nadzieję, że pomogłaby ona jej się przełamać jakoś. Ale Aśka została w domu i nawet nie czekała do północy z rodzicami, tylko spała z Zuzią w łóżku. A może udawała, że śpi? Ja też dobrze się nie bawiłem, bo znowu udało mi się pokłócić z Magdą. Nie rozumiem kobiet.
Teraz Zuzka ogląda z Aśką jakąś bajkę, rodzice wybrali się do znajomych, a ja nawet nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Chyba powinienem iść do Magdy i spróbować z nią pogadać, ale nie wiem czy to jeszcze ma sens. Może czasami właśnie tak wychodzi i lepiej rozstać się niż dalej wypominać sobie wszystko i tylko się kłócić.
Wiesz czego wam zazdrościłem?
Tych kłótni, po których zawsze umieliście się pogodzić. I tego, że was nie dzieliły.
Mnie i Magdę coraz więcej dzieli. Dlaczego godzenie się nie przychodzi nam szybko tak, jak przychodziło wam? Jak się tego nauczyć? Czy w ogóle powinniśmy się tego uczyć, czy to nie coś, co powinno przychodzić same?
Nie wiem.
Tak czy owak, kończę, bo właśnie ktoś dzwoni do drzwi.


Tytuł: gościnnie
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Muszę Ci się do czegoś przyznać. Ale nie wiem jak. Nie wiem też, dlaczego czuję się, jakbym zrobiła coś złego, choć przecież nic takiego się nie stało. Wczoraj był u mnie Damian.
Ten sam Damian, z którym byłam zanim Cię poznałam, którego kochałam, zanim Ciebie zaczęłam kochać. Ten sam Damian, który kiedyś był dla mnie bardzo, bardzo ważny. Ale rozdzieliła nas odległość, bo nie wystarczało nam widzenie się dwa razy w miesiącu i byliśmy zbyt tchórzliwi, by próbować to zmienić.
Cieszę się, że tak się stało, bo dzięki temu mogłam poznać Ciebie, choć musze przyznać, że wtedy nasze rozstanie za „porozumieniem stron” bardzo mnie bolało. Bardzo.
Kiedy stanął wczoraj w drzwiach najpierw go nie rozpoznałam. Bo się zmienił, doroślał. Kiedy już rozpoznałam w nim moją dawną, wielką miłość nie wiedziałam, co powiedzieć. I było dziwnie, choć on nawet nie przyszedł do mnie, tylko do Arka. Stałam w drzwiach w rozciągniętych dresach i kubkiem kisielu w dłoni, zastanawiając się co wypada zrobić, a co nie. W końcu po prostu wskazałam mu pokój Arka i wróciłam do salonu, bo właśnie z Zuzką oglądałyśmy bajkę o Dzwoneczku i jej siostrze. Wiesz, tej wróżce od Piotrusia Pana, co mieszka w przystani elfów i ma bardzo kusą, zieloną sukieneczkę.
Podobno Damian też był na tym sylwestrze, na którego próbował wyciągnąć mnie Arek. Ale byłam nieugięta i po prostu poszłam spać razem z malutką. Bo tak było łatwiej.


Tytuł: jestem????
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Arek stwierdził, że jestem cholernie trudna i uparta. Naprawdę? Powiedz mi Rafał, czy Ciężko Ci było ze mną wytrzymać? Czy kiedykolwiek chciałeś odejść? Wiem, że bywały momenty, kiedy Cię wkurzałam tak mocno, że mogłeś tylko trzasnąć drzwiami i wyjść, ale..
Kochałam Cię. Ciągle Cię kocham.
Wiedziałeś o tym, prawda?


Tytuł: Adaś.
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Wiesz, że ten mały, uroczy Adaś ciągle kręci się wokół twojej córeczki? Dzisiaj dostała nawet od niego obrazek i dwa cukierki. Chciałabym, żebyś to zobaczył. Zuzia ciągle trzyma go na dystans (chyba ma to po mnie), ale Adaś jest naprawdę bardzo miłym i grzecznym chłopcem. I bardzo ładnie się razem bawią. Adaś powiedział Zuzi, że ma młodszego braciszka i że chodzi z nim na spacery i Zuzka nie daje mi żyć. Bo przecież ona też chce mieć brata! Cholera Rafał, co ja mam jej powiedzieć? Jakoś wybrnęłam i powiedziałam, że na razie to nie wchodzi w grę, ale znając małą, wiem, że tak łatwo nie odpuści. Upór to ma po tobie!


Tytuł: trudno
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Tak trudno mi jest żyć bez Ciebie Rafał, wiesz? Tak trudno się budzić.
Choć przecież się staram.


Tytuł: Czynsz
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Wszystko się komplikuje Rafał. German znowu podniósł nam czynsz i coraz trudniej jest nam wyżyć we dwie z mojej pensji, po odliczeniu czynszu i opłat. Zresztą to mieszkanie jest za duże i coraz częściej myślę, żeby je sprzedać. Przemawia za tym mnóstwo rozsądnych powodów, wiesz? Mogłabym kupić jakieś mniejsze mieszkanko, bliżej centrum, albo w ogóle coś wynająć, a resztę pieniędzy dać na jakąś lokatę. Mogłabym też zamienić nasz samochód na jakiś mniejszy. Było by wtedy znacznie oszczędniej i nie musiałabym brać tylu projektów, żeby to wszystko ogarnąć. Ale pozbywanie się tego wszystkiego, było by pozbyciem się Ciebie. A tego nie chcę. Spędziliśmy najszczęśliwsze lata naszego wspólnego życia w tym miejscu, więc jak teraz mogłabym stąd odejść? Wiesz przecież, że jestem sentymentalna. I nawet, jeśli teraz w tych znajomych ścianach się duszę, a wszystko to co zrobiliśmy w nich razem boli, to i tak jest to miejsce, w którym byłam najszczęśliwsza. Chciałabym móc cofnąć się do tamtych czasów, kiedy wszystko było prostsze, bo ty byłeś obok. I to mi zawsze wystarczało.


Brudne ślady śniegu zalegają na zimnej, zeschniętej trawie. Jest wilgotno i ponuro.
Wpatruję się w resztki lodu na wodzie i zastanawiam się, kiedy całkowicie znikną. Jutro?
I nawet akacje nie kwitną, na gołych gałęziach wiszą ostatnie strąki z nasionami. Kiedyś i one opadną.
- Powinnaś tu wrócić.
Jego słowa są przewidywalne. Mówi dokładnie to, czego nie wiem.
- To nie takie proste.
Cisza tego miejsca mnie uspokaja. Tak, jakbym do niej należała. Do tej subtelnej, ukrytej w przygasłym jeziorze ciszy.
Zerkam na niego i widzę na jego twarzy cień uśmiechu.
- Czy do tej pory cokolwiek w twoim życiu było proste? – pyta i nie czeka na moją odpowiedź, sam sobie jej udziela - Nie.
Myli się.
- Było.
Odwraca ku mnie głowę z zaskoczeniem malującym się w jego oczach.
- Co takiego?
Zwlekam z odpowiedzią. To nie tak, że boję się jej. Po prostu nie chcę siebie nią zranić.
- Bycie z tobą.
- Przecież zawsze się kłóciliśmy. I jedynie Cię denerwowałem.
Kręcę głową, bo znowu się myli.
- Kłótnie z tobą też były proste. Choć naprawdę mnie denerwowałeś.
Jego niezauważalny uśmiech przywędrował również na moją twarz.
- Ty też mnie denerwowałaś.
- Wiem. Mogę Cię o coś zapytać? - przygląda mi się z zaciekawieniem. Pewnie zastanawia się, co może chodzić mi po głowie. Ale ja sama tego nie wiem, kołacze mi się w niej za wiele myśli. W końcu potakuje głową, a ja nabieram w płuca świeżego powietrza - Dlaczego zawsze wychodziłeś? Trzaskałeś drzwiami i wychodziłeś.
Milczy. Bardzo długo milczy. Kiedy w końcu się odzywa, każde jego słowo jest uważnie przemyślane.
- Nie chciałem powiedzieć w nerwach czegoś, czego bym żałował.
- I zawsze wracałeś.
Unosi rękę i dotyka mojego policzka. Widzę w jego spojrzeniu miłość, czuję ją. Zawsze, gdy jestem z nim ją czuję. Zawsze o niej wiem. Ale kiedy znika…
Nie wiem jak jego ciepły uśmiech mnie ogrzewa, ale właśnie tak jest. Jest mi cieplej.
- Jak mógłbym nie wrócić?


Tytuł: Przeprowadzka
Od: basiak22@g3.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Dzień dobry Rafałku. Już minęło prawie pięć miesięcy od wypadku, a Asia nieustannie próbuje wszystkim udowodnić, że jakoś sobie radzi. Ale wiem, że tak nie jest. Jestem jej mamą, znam ją na wylot, nawet, jeśli ona myśli inaczej. Wiem, że wcale nie jest jej lżej. Jak mogłoby być? Przecież to tylko pięć miesięcy. To zbyt mało czasu by pogodzić się ze stratą najbliższej osoby. I wiem, że moja córeczka ciągle płacze w kącie, kiedy myśli, że nikt jej nie widzi. Było tak przez całe święta i zapewne teraz, kiedy jest sama z Zuzią w mieszkaniu jest tak samo. Wiem, że jest jej trudno, zwłaszcza, gdy do tego wszystkiego dochodzą inne, bardziej przyziemne sprawy. Mówiła mi, że znowu podnieśli wam czynsz, że ledwo starcza jej na opłacenie wszystkiego z jej pensji. Dlatego właśnie chciałam ją przekonać, żeby sprzedała mieszkanie i wprowadziła się choć na pewien czas do nas. Mogłabym bardziej jej pomóc przy Zuzi, mała tutaj również miałaby świetne przedszkole. Sam wiesz, że jest u nas wystarczająco miejsca, by obie mogły tu zamieszkać. Ale ona nie chce. Wiem, że Ciężko jej żyć w tych ścianach, w których wszystko kojarzy jej się z tobą. Ale myśl, by tego wszystkiego się pozbyć jest dla niej jeszcze gorsza. Wiem, że myśli, że to było by równoznaczne z pozbyciem się Ciebie, bo przecież to miejsce było przez długi czas waszym domem, ale to nie prawda. Ty zawsze będziesz już w jej życiu, niezależnie od tego gdzie się znajdzie, jakie pamiątki zachowa, a jakie postanowi wyrzucić. Zawsze będziesz przy niej i nigdy o tobie nie zapomni, nawet, gdyby wszystkie twoje rzeczy przepadły. Ale ona tego nie rozumie. Nie chce zrozumieć. Więc dlatego piszę. Żebyś pozwolił jej samej dojść do tego, że nie musi się tak kurczowo trzymać rzeczy, z którymi miałeś styczność, bo to nie ty. Te wszystkie zdjęcia, ubrania, kosmetyki, naczynia to nie ty. To tylko twoje rzeczy, które prędzej czy później będzie musiała wyrzucić. Ale Ciebie nigdy nie wyrzuci z swojego życia, wiesz o tym, prawda? Teraz po prostu musisz jeszcze ją do tego przekonać. Że niezależnie czy odda twoje ubrania, czy pozbędzie się mieszkania, czy sprzeda samochód ty nie znikniesz. Ani z jej myśli, ani z jej serca. Że nie zapomni o tobie.


Tytuł: Ewa
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Ewa znowu u nas pomieszkuje. Tym razem ponoć pokłóciła się z jakimś chłopakiem i stwierdziła, że nie wytrzyma u rodziców, gdzie „on” może przyjść w każdej chwili. Dlatego wprowadziła się do nas, bo ten tajemniczy „on” raczej nie zna naszego adresu. Twoja siostra wkurza mnie, ale jak mogłabym jej tego zabronić?
Któregoś wieczoru, kiedy Zuzka już zasnęła Ewa powiedziała mi o wszystkim. O ciąży i poronieniu i… Wiedziałeś? Ona twierdzi, że nie, a ja już nie wiem, co o tym powinnam myśleć. Ale tak bardzo jest mi jej żal. Gdybym ja miała stracić Zuzię… Straciłam Ciebie i ta strata boli niewyobrażalnie, ale strata Zuzi była by czymś całkiem innym. Chyba wreszcie dostrzegałam Rafał, że nie straciłam jej. Że chociaż ty już nie żyjesz, ona ciągle jest obok mnie. I jest mi z tym jakoś łatwiej. Takie poczucie jej obecności chyba stało się dla mnie powodem, by wstawać. Może nie z uśmiechem na ustach, ale z własnej, nieprzymuszonej woli. Dla niej. Bo malutka ciągle jest dla mnie wszystkim.


Tytuł: Tomek
Od: ewwka12@lika.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Dowiedział się. Nie wiem jak, ale Tomek dowiedział się o wszystkim i w święta przyszedł mnie o to obwinić. Niezły czas sobie wybrał, prawda? I wiesz co mi powiedział? Że to wszystko to była pomyłka. Że to ta dziewczyna się na nim wieszała, a nie on na niej. I że to ona go całowała, a nie odwrotnie, w momencie, w którym ich przyłapałam. I że jeśli go kochałam, powinnam mu uwierzyć. Bo nigdy by mnie nie okłamał. Nigdy by mnie nie zdradził, a ja najpierw nie chciałam go widzieć, a później uciekłam od wszystkiego, czego wynikiem było to co było. Że gdybym została wszystko potoczyłoby się inaczej!
Gówno prawda Rafał!
Że niby to nie jego wina? A kto nic z tym nie zrobił? Kto za wszelką ceną nie próbował mi tego wyjaśnić? On mnie znał, Rafał więc wiedział, jaka jestem! Wiedział, że jestem uparta i dumna, ale zawsze umiał przemówić mi do rozsądku! Dlatego więc tamtym razem tego nie zrobił? Wiedział gdzie wyjechałam, dlaczego do mnie nie przyjechał? Gdyby mu zależało tak właśnie by zrobił, prawda?
A ja na niego czekałam. Naprawdę czekałam na jakikolwiek ruch albo telefon z jego strony. Chciałabym, żeby pokazał mi, że jeszcze nie wszystko skończone. Ale on po prostu pozwolił mi uciec.
I teraz ma o to do mnie pretensje. Nie cofnę czasu, Rafał. On tego też nie zrobi. Teraz ma już żonę, swoją nową, wielką miłość, więc po co roztrząsa to wszystko? Zupełnie jakby jego słowa cokolwiek zmieniały.
I chyba powrót tutaj nie był najlepszym pomysłem braciszku. Chciałam tam w Irlandii nabrać do tego wszystkiego dystansu, ale mi się to nie udało. Nie ma co się oszukiwać, ciągle nie jestem w stanie tutaj żyć. Brakuje mi Ciebie. Ty byś pogonił Tomka, jak tylko stanął w naszych drzwiach, wytłumaczyłbyś tacie, że duszę się w tej dziurze i pomógłbyś mi to wszystko uporządkować. Ale Ciebie nie ma, a ja muszę radzić sobie sama.


Tytuł: Przeprowadzamy się?
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Mam coraz więcej wątpliwości Rafał. Naprawdę nie chcę sprzedawać tego mieszkania, ale obawiam się, że w końcu nie będę miała innego wyjścia. A mama przychodzi prawie codziennie i namawia mnie do powrotu do domu. Mam tam wrócić? Cofnąć się do czasów, gdy jeszcze Cię nie znałam? Przecież to byłoby równoznaczne z wymazaniem Ciebie, a tego nie chcę. Mnóstwo rzeczy zmieniło się od czasów, gdy byłam małą dziewczynką.


Tytuł: siamochud
Od: zuzusia@motylek.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

mamusia muwi zie kupi niowy siamochud siupel mozie ziułty? lubis ziułty? ja lubie i mamusia muwi zie kupi mi taki bawimy sie ciełsto lalkami ktule dostałam pod hoinkeł sioł duzie i piełkne i nazywa sie kasia i malta i ziosia babcia chcie zieby ja i mamusia mieskali z nimi tam byłby bulek i bym sie z nim bawiła ale mamusia nie chcie bo tam nie ma Ciebie ostatnio widziałam jak mamusia płace i jest jej smutno i płace a ja nie lubiem jak mamusia płace ale jak sie do niej pzytuleł to nie płace mamusia muwi ze jak spzedamy nas domek to juz tu nie wlucimy dlacego nie lozumiem jutlo ideł z wujkiem do kina na bajkeł o klulowej lodu i bendziemy jeść frytki pa tatusiu cium cium


Tytuł: Zawaliłam
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Schrzaniłam wszystko. Pokręciłam coś w spłatach tego cholernego kredytu i nie cofną nam tych odsetek po spłacie jak obiecali. Jasny szlag, to miało być dziesięć tysięcy Rafał! To miałby być pieniądze dla Zuzi, taka oszczędność na przyszłość, a teraz wszystko szlag trafił. Mówiłam Ci przecież, że nie dam rady bez Ciebie. Nikt nie chciał mi wierzyć, więc w końcu dałam wszystkim ku temu powód!
Jestem beznadziejna.
Gdybyś tu był, sam być wszystkiego dopilnował! Gdybyś tu był, nic takiego by się nie stało, bo doskonale byś wiedział, jaki jest ostateczny termin spłaty! Gdybyś tu był, jak nie musiałabym się tym wszystkim zajmować!
Gdybyś tu był, wiedziałabym jak żyć.
Ciebie nie ma, a ja nic nie wiem.


Tytuł: Zmiany
Od: arkon@g3.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Wszystko się zmienia. To dziwne, że mino twojej śmierci nic nie stanęło w miejscu. No może oprócz Aśki, która jest na etapie przekonywania wszystkich, że jakoś się trzyma i nie trzeba ją prowadzić za rękę jak dziecko. Ale znam ją na tyle by wiedzieć, że właśnie tego by chciała, żeby ktoś w końcu jak małej dziewczynce podał jej rączkę i przeprowadził przez ulicę. Ale nie ma tak lekko i Aśka musi borykać się z tym sama. To nie tak, że mam ją w dupie. Nie patrz tak na mnie, jest moją siostrą i zawsze będę o nią się martwić. Po prostu uważam, że jeśli teraz sama się nie spróbuje podnieść, już nigdy nie będzie w stanie tego zrobić. Jedyne co mogę jej dać to czas, jaki na to potrzebuje. Wiem, że jeszcze wiele jej go trzeba. Minęło ponad pięć miesięcy, a ona tak naprawdę niewiele ruszyła się z miejsca, mimo, że próbuje nas oszukiwać, że jest inaczej.
Mama próbuje przekonać ją, by znowu razem z Zuzią zamieszkała u nas, a ja uważam, że to kiepski pomysł. W czym pomoże jej fakt, że nawet opiekę nad Zuzką będzie mogła zwalić na mamę, a ona sama zyska dodatkowy czas na użalanie się nad sobą? Ale może nie mieć wyjścia, bo słyszałem, że z tym waszym kredytem są jakieś kłopoty, a czynsz znowu podnieśli. Nie dziwię się jej, że nie może tego wszystkiego ogarnąć i opłacić z jednej pensji.
A może się mylę? Cóż, tak też może się zdarzyć. Może powrót tutaj pozwoli jej się od tego wszystkiego uwolnić i szybciej da sobie radę niż w tych waszych ścianach?
Ah, zapomniałbym Ci przekazać nowinę dnia: zerwałem z Magdą. Nawet nie wypytuj mnie o szczegóły, bo i tak nic Ci nie powiem.
Lecę, bo muszę to oblać ( czytaj: upić się do nieprzytomności). Witaj stanie wolny!


Tytuł: Brak tematu
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Nie daję rady Rafał. Łudziłam się, że jakoś uda mi się ogarnąć nasze życie bez Ciebie, ale wiem, że to niemożliwe. Za dużo problemów na mnie spadło i sama ich nie rozwiążę. Nie chce rozstawać się z tym miejscem, ale obawiam się, że nie będę miała wyjścia. Dla mnie i Zuzi mieszkanie jest za duże, a jego koszty utrzymania systematycznie rosną. Bronię się przed tym jak mogę, Rafał, ale to już chyba nie uniknione.


Tytuł: A jednak
Od: arkon@g3.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Znowu do Ciebie piszę. Muszę przestać, bo to nie jest normalne. Może za dużo napatrzyłem się na Aśkę pstrykająca w klawiaturę, że i mnie opętała ta dziwna mania? Słyszałem, że Zuzia też to robi. Ciekaw jestem, co ta mała wypisuje, zwłaszcza, że dopiero uczy się składać litery. Jej ortografia musi być zapewne porażająca. W każdym bądź razie piszę w całkiem innej sprawie. A mianowicie Aśka znowu z nami zamieszka. Mają obie zostać w mieszkaniu do końca miesiąca, a potem przenoszą się do nas i chyba nikt tak naprawdę nie wie, co z tego wyjdzie. Wiem, że Aśka tego nie chciała. Naprawdę chciała zostać w tym waszym gniazdku, jednak ono ją przerosło. Tata bąka coś o tym, że nie pomieścimy się teraz, ale i tak nie umie ukryć jak bardzo cieszy się z tego faktu. Bądź co bądź, ale Aśka zawsze była jego najukochańszą córką, więc nie dziw się, że gdy się pojawiłeś i mu ją ukradłeś, delikatnie mówiąc za tobą nie przepadał. Zwłaszcza, gdy porwałeś ją do innego miasta oddalonego od rodzinnego domku o całe półtorej godziny drogi. Nawet zaczął już przekształcać stary pokój babci w uroczy pokoik dla Zuzi. Mama również nie posiada się ze szczęścia z powrotu córki marnotrawnej i z tej właśnie okazji zarządziła generalne porządki. Sam wiesz, co to dla mnie oznacza. Odkurzanie, mycie, pranie, sprzątanie i wynoszenie śmieci przez cały dzień na okrągło. Nawet ja przyzwyczaiłem się do myśli, że po tylu latach znowu będę mieć siostrzyczkę za ścianą. Zuzia cieszy się, że będzie codziennie bawić się z tym kudłatym kundlem i że zamiast po parku będzie ganiać po prawdziwym ogrodzie z prawdziwymi drzewkami owocowymi i prawdziwą ziemią, z której wyjdzie wprost bajeczna zupa błotna. Więc tylko Aśka nie skacze z radości. Ba, gdyby mogła okryłaby się szczelnie całunem żałobnym i nie wystawiała twarzy na światło dzienne! Ma paskudny humor! Chyba dobija ją fakt, że doszła do momentu, w którym będzie musiała powiedzieć większości twoich rzeczy do widzenia. Obawiam się, że nie jest na to gotowa i zapewne nie obejdzie się bez łez. Przecież doskonale znasz moją siostrę. Wiesz, że wcale nie jest taka twarda, jak na to wygląda, że czasami zachowuje się naprawdę irracjonalnie. Tak jest też teraz. Wczoraj zastałem ją płaczącą przy waszej otwartej szafie. Nawet nie wiedziałem, co mógłbym jej powiedzieć. Wszystko, co przychodziło mi do głowy wydawało mi się totalnie głupie i nie na miejscu. Już nawet nie zwracała na mnie uwagi, po prostu płakała w głos patrząc na te wszystkie ubrania. A po dłuższej chwili, kiedy myślałem już, że wreszcie się uspokoiła mruknęła coś o tym, że Ciebie zawsze trzeba było naganiać trzy razy zanim cokolwiek sprzątnąłeś i że gdyby nie ona wszędzie leżałyby twoje rzeczy i znowu się rozpłakała. Tym razem dlatego, że teraz już nie ma tego problemu.
Szczerze sobie porozmawialiśmy wtedy, oczywiście gdy już doszła do siebie, przy herbacie i wyznała mi, że jej tęsknota za tobą ją samą przeraża. I przeraża ją fakt, że nie potrafi sobie z twoim odejściem ciągle poradzić, mimo, że minęło już tyle czasu. Tak dużo, a jednocześnie tak mało.
Mnie też to przeraża. Moja starsza siostra cierpi, a ja nie mogę nic na to poradzić. Nie wiem jak jej pomóc. Stary, niezłego zamieszania narobiłeś, nie ma co!


Tytuł: brak
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

To koniec.
Do końca miesiąca muszę się stąd wynieść.
Powiedz mi jak mam opuścić to miejsce, nie rozrywając się na pół?
W naszym mieszkaniu nie ma drugich drzwi, które mnie nie rozszarpią, gdy będę przez nie przechodzić ostatni raz.
Jak mam potem poskładać się w całość?


Tytuł: brak
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Czasami atakują mnie wspomnienia, wiesz? Te radosne i smutne.
I gdy zamykam oczy widzę nasze wspólne życie jeszcze raz. Jak klęczałeś przede mną, jak staliśmy przed ołtarzem, jak powiedziałam Ci o ciąży, jak wybieraliśmy meble, jak malowałeś pokój Zuzce.
Zawsze wszystko robiliśmy razem.
Razem.
Stawialiśmy czoła mojemu odkładaniu wszystkiego na ostatnią chwilę i twojej opieszałości. I próbowaliśmy się nie zabić, zwłaszcza gdy w ruch, oprócz słów szły też talerze i widelce. Przepraszam Cię, jeśli kiedykolwiek powiedziałam o jedno słowo za dużo, kiedy Cię zraniłam. Nie chciałam tego.
Tak bardzo Cię kochałam, Rafał. Ciągle Cię kocham.
Ale muszę zacząć żyć dalej, choć nie wiem jak.
Tak bardzo chciałabym żebyś wrócił.


Tytuł: Brak tematu
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Robert poszedł mi na rękę i pozwolił pracować tak, jak to było przed wypadkiem - w głównej mierze w domu, więc wystarczy jak pojawię się w firmie raz w tygodniu. Co, biorąc pod uwagę przeprowadzkę jest mi na rękę. Większość rzeczy jest już spakowana i część stoi w pudłach w korytarzu, a reszta właśnie jedzie do rodziców. W tym twoje rzeczy. Nie mogłam się zdobyć na to, by cokolwiek wyrzucić. Już samo ich pakowanie było dla mnie koszmarem. Dlatego za zgodą rodziców będą od dziś zagradzały ich stodołę, aż nie znajdę w sobie wystarczająco siły by pozbyć się ich. Nie obawiaj się, wątpię, żebym kiedykolwiek miała się pozbierać do tego stopnia by być w stanie to zrobić, choć przecież patrząc na to obiektywnie, do niczego mi się to nie przyda. Ale twoje rzeczy, to nasze wspomnienia, a te, choć ciągle bolą, są jedyną już rzeczą, która zapewnia mi ulotną namiastkę Ciebie i zamierzam się jej trzymać kurczowo tak długo jak tylko się da.
Rzeczy, które muszę ze sobą zabrać, bo nie potrafię się ich pozbyć jest mnóstwo!
Same zdjęcia zajmują prawie dwa, wielkie pudła. Chyba naprawdę mam jakąś manię, bo swoją fotografię ma prawie każdy kąt w mieszkaniu, każdy moment w życiu Zuzi i w naszym wspólnym. I oglądało się je tak samo trudno, jak potem pakowało do pudeł.
Z każdym pudełkiem wyniesionym z mieszkania coraz bardziej zdaję sobie sprawę, że prawie całkiem odcięłam się od tych naszych szczęśliwych dni. Na co ja się decyduję, Rafał?
Co mi odbiłoby po tylu latach wracać do rodziców i to bez Ciebie?


Tytuł: Cholera jasna!
Od: ewwka12@lika.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Twoja żona oszalała i przeprowadza się do twoich teściów, a ja zostałam na lodzie! Nie mogę wrócić do rodziców, bo przecież tam gdzieś cały czas czai się Tomek. Wiesz jak jest, wszyscy wiedzą o wszystkich wszystko, więc dowiedziałby się, że wróciłam, zapewne w chwili, w której dopiero przekroczyłabym próg. Nie chcę znowu słuchać jego oskarżeń. Stało się jak stało i żadne zarzuty wobec mnie i wobec jego niczego nie zmienią. Wreszcie to zrozumiałam. Ale nie mam gdzie wracać. Znowu spaliłam za sobą wszystkie mosty i nic mnie tam nie czeka. Dlaczego niszczę wszystko za sobą?
Wiem, że nie mogę tu zostać, bo wszystko przypomina mi, jak bardzo jestem winna temu, co się stało.
Ojciec jak tylko o tym wspomniałam wkurzył się na maksa i po stwierdzeniu, że stracił już syna, a teraz znowu straci córkę trzasnął drzwiami.
Rafał, dlaczego on tego nie rozumie? Dlaczego nie wie, że nigdy mnie niestarci i zawsze będę jego najukochańszą córeczką (ciągle jestem pupilkiem rodziców)?
Ja po prostu nie widzę siebie dalej na naszej wsi. Co miałabym tam robić? Wiesz, że w pobliżu stu kilometrów nie ma tam żadnego porządnego hotelu! A ja oprócz studiów hotelarskich (tych zrobionych zaocznie, na złość rodzicom) nie mam nic więcej.
Więc co teraz? Co miałabym tu robić? Czy tata naprawdę widzi dla mnie jakąś inną opcję niż wyjazd?
Cholera, chociaż raz mógłbyś mi odpisać, a nie tylko siedzisz gdzieś tam i przypatrujesz się ze śmiechem jak się z tym wszystkim borykam! Cholernie zajebisty z Ciebie brat!


Tytuł: Dom
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Właśnie siedzę na moim starym łóżku, pokrytym fioletową narzutą w kwiatki. Naprawdę miałam dziwny gust. Wiesz, że prawie nic się tu nie zmieniło, od mojej wyprowadzki lata temu?
Podczas świąt też tutaj spałam, ale byłam w kiepskim stanie i nawet nie miałam ochoty przyjrzeć się temu mojemu staremu kątowi. Więc robię to teraz. Jest to najmniejszy pokój ze wszystkich! Ba, teraz nawet Zuzia ma większy. Ale za to mam wielkie okno z widokiem na moje ukochane akcje. W pokoju mieści się jedynie sześć mebli, a i to o dwa meble za dużo niż potrzebuję. Po co mi półka, skoro nie mogę postawić na niej twoich zdjęć? A nie mogę tego zrobić, bo to by za bardzo bolało. Bezpieczniej jest, kiedy leżą w pudłach, do których zawsze mogę zajrzeć. Właściwie fotel też nie jest mi potrzebny, bo nie zamierzam z niego podziwiać zachodów słońca.
Dziwnie mieszka się znowu z rodzicami, zwłaszcza, gdy oni obchodzą się ze mną jak z jajkiem. Wstaję rano, schodzę do kuchni, a tu śniadanie zrobione. Odchodzę od stołu, a tu naczynia pomyte. Wychodzę z łazienki, a tu poodkurzane. Szukam butelki na wodę, a tu kwiatki podlane. Na dodatek uważają co przy mnie mówią, więc w sumie niezwykle rzadko rozmawiamy. Zupełnie tak, jak by się bali, że po jednym, nieuważnym słowie rozpłaczę się i rozsypię na kawałki. No dobrze, zdarzyło mi się to tylko trzy razy w ciągu dwóch dni, więc chyba nie jest aż tak źle.
Czuję się więc jakbym była w hotelu i mam stanowczo za dużo czasu na rozmyślanie nad tym wszystkim. Dlatego znowu składam domki. Pozwala mi to nie myśleć.


Tytuł: Dom 2
Od: jooanna.gg@imail.pl
Do: rafal.gredowski@up.pl

Mieszkamy już z rodzicami prawie dwa tygodnie, a ja nadal czuję się tu dziwnie obco. Aż mi głupio, bo przecież w tym miejscu się wychowałam, spędziłam te wszystkie lata dzieciństwa i wszystkie z nich wspominam bardzo dobrze. To miejsce powinno być moim niebem na ziemi, miejscem, w którym wszystko jest na swoim miejscu, azylem. Ale tak nie jest. Mimo, że w moim pokoju nic się nie zmieniło, nie jest moim schronieniem, tak jak dawniej.
A moja obecność i styl życia jedynie wszystkich denerwują. Rodzice starają się mruczeć swoje uwagi jedynie pod nosem, ale Arek nie ma tyle obycia i bez ogródek mówi mi, że nie pasuje mu moje łażenie po nocy i drzemki popołudniami. No cóż, po prostu wróciły mi dawne, studenckie nawyki, kiedy przez cały dzień się obijałam, a wszystkie projekty, opracowania i notatki robiłam późnymi wieczorami i nocami. Ostatnio spróbowałam położyć się wcześniej i od dziesiątej do drugiej nad ranem nie udało mi się zasnąć.
Czy to moja wina?
Zuzia jest oczarowana domem dziadków, swoim nowym pokojem, który zrobił jej mój tato i psem, z którym gania przez cały dzień. Zrezygnowałam z posyłania ją do przedszkola, wcześniej robiliśmy to po to, by móc pracować, teraz zaś, przy nieustannej obecności dziadków nie jest to konieczne. Małej się to podoba, bo może spać ile chce i oglądać do późnych godzin bajki.
A mi jej brakuje. Bo odkąd ma swój własny pokój nie chce cisnąć się ze mną w jednym łóżku. Więc zostaję sama. Wiesz doskonale, że nigdy nie potrafiłam spać sama. Jak wyjeżdżałeś na delegacje… zawsze tuliłam się wtedy do małej, która uradowana wierzgała się po wielkim, małżeńskim łóżku. Do kogo mam się przytulić teraz?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz